Archive for 26 grudnia 2014

Dorota – Przygotowania do Bożego Narodzenia

Boze Narodzenie tuz tuz, a przygotowania trwaja juz od dawna. Byla juz wspolna praca nad ubieraniem choinki, przystrajaniem kaplicy i naszej jadalni:

 

 

 

 

 

Tak, ze teraz juz wszystko miga, blyska, cieszy kolorami, cala gromada pasterzy, indian, zwierzat, srodkow komunikacji ladowej i wodnej, cale miasta i wioski, czekaja w przygotowanych ze wszystkiego co bylo pod reka (desek, polamanych dachowek i cegiel, opakowan po ryzu, styropiany itp.) – wspanialych, jak dla mnie, szopkach – na Boza dziecine, bo Jego miejsce w zlobku czeka na noc wigilijna

 

Ostatni tydzien w szkole tez pelen byl radosnego oczekiwania, zabaw, prezentow, zyczen, drobnych przekasek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wrazen bylo tyle, ze niektore zmeczone maluchy zapadaly w miedzyczasie w regenerujaca drzemke, korzystajac z przygotowanych napredce przez inne dzieci poslaniach
a rozbrykana mlodziez szkolna musiala zostac poddana nadzorowi starszych, powazniejszych i dojrzalszych wolontariuszy zza oceanu
byly tez zachwycajace pokazy tancow las ninas

 

 

Ale napiekniejsza jest przedswiateczna nowenna odprawiana w Oyacoto i innych pobliskich wioskach. Kazdego dnia nowenny mieszkancy spotykaja sie w innym domu. Jest wspolna modlitwa, spiewy, rozwazania i rozmowy
i kazdego dnia, figurka dzieciatka Jezus przenoszona jest uroczyscie do kolejnej rodziny (aby w noc wigilijna – znalezc sie w koncu w zlobku przy Mamie). Wyglada to tak:

 

A po modlitwie w kazdym domu wszyscy przybyli, duzi i mali, obdarzani sa drobnym poczestunkiem
A jesli przybylych jest wiecej niz niewielkie tutejsze domy sa w stanie pomiescic, a na dworze wieczorny chlod – mozna tez rozgrzac sie spontanicznym tancem:
(nic tu co prawda nie widac, ale moze chociaz slychac…)
Sam rytm przygotowan do Bozego Narodzenia jest  inny niz ten do ktorego przywyklam. Wydaje sie, ze znaaacznie mniej uwagi poswieca sie goraczce zakupow, porzadkow i perfekcjonizmowi kuchennemu, a znacznie wiecej – Temu na ktorego czekamy.
Moje spostrzezenie na pewno zdeterminowane jest mniej lub bardziej tym, ze mieszkam na misji, ale takze na ulicach miast – roznica miedzy tutejszym sposobem akcentowania oczekiwania na Swieta Narodzenia Chrystusa, a  paniczna fobia przed prawdziwym znaczeniem tych Swiat ktora, moim zdaniem, z roku na rok coraz bardziej ogarnia panstwa europejskie – naprawde rzuca sie w oczy. I daje do myslenia.

Dzis dzien spokojny. Odpoczywamy, cos tam pieczemy, troche sprzatamy, a ja pisze do Was. Opornie mi to idzie, bo co chwile przerywam pisanie i gnam do chlewika, „zapraszana” tam, tonem raczej nie przewidujacym sprzeciwu, przez mieszkajace na misji Michelle (lat 4) i Veronike (lat 6 albo 5…), celem wspolnego dotykania ryjkow malych swinek. Dziewczynki nie objawily mi niestety glebszego celu tego, ustawicznie powtarzanego dzis rytualu, ale nie sadze, zeby byl to jakis szczegolny tutejszy zwyczaj adwentowy… Koniec koncow, dobrze ze wzielam w nim udzial, bo udalo mi sie w pore zapobiec serdecznemu czestowaniu „chancho” guma do rzucia.

Yyy… bede juz konczyc, ale nie wiem jak tu zrecznie przejsc od swinek do zyczen swiatecznych… Przejde wiec bez szczegolnej zrecznosci.

Z calego serca zycze Wam wszystkim radosnego, pelnego milosci, pokoju i nadziei przezywania Swiat Bozego Narodzenia.
I wszystkich tule serdecznie.
Isia-Dora

Relacja Doroty z Ekwadoru

Witajcie
bardzo Wam dziękuje za słowa pociechy i wsparcia!
Staram się być cierpliwa, ale czasem to trudne… Zwłaszcza, ze często wydaje mi się że próba skomunikowania się ze mną jest przede wszystkim wielka próbą cierpliwości dla innych…
Z las ninas coś tam czasem próbuje pogadać (zawsze bardzo się cieszą, kiedy przekazuje pozdrowienia od Was?), ale myślę, ze generalnie jest trochę inaczej niż za Waszej bytności, bo tym razem jest tu na prawdę solidne stado wolontariuszek. ?
I to w większości dobrze mówiących po hiszpańsku.
W pre-basica bardziej, moim zdaniem, „bywam”, niż pomagam. Także dlatego, ze nikt mnie o to nie prosił. Po prostu zaprowadził mnie tam kiedyś przypadkiem jeden szkrabik i tak się jakoś potoczyło…
A żłobek w Marianas wciąż funkcjonuje i to chyba dobrze. Nie byłam tam jeszcze, ale mam nadzieje, ze będę. Tyle, ze roboty tam dla mnie nie ma, bo na dwadzieścioro dzieci są tam teraz 3 osoby.
Dziś był na prawdę miły dzień. Jedna z dziewcząt (Nelly-znacie ja?) rozpoczęła dziś postulat i zamierza zostać Hermana. Była uroczysta Msza Św, mała imprezka z pysznym ciastem i dużo radości.
Ściskam wszystkich i postaram się odzywać.
Dorota