Ks. Marcin – Ekwador 2019

MISJA EKWADOR 2019

Dzień pierwszy, NIEDZIELA, 14.07.2019

W sobotę wieczorem razem z dwoma klerykami Jarkiem i Pawłem przyjeżdżamy do Warszawy nocleg w jakimś hostelu dla Ukraińców w nocy brakuje światła jakaś pani próbuje je naprawić już zaczyna się dziać wczesnym rankiem jedziemy na lotnisko przejazd z przesiadką więc biegniemy żeby z jednego autobusu zdążyć na kolejny na lotnisku po zdaniu bagaży i odprawie Msza niedzielna bo potem może być trudno odprawić w małej kaplicy z jakimś księdzem z Krakowa i małżeństwem celebrujemy Mszę Świętą po Mszy wejście na pokład   

lecimy do Frankfurtu w Niemczech start z przygodami w samolocie spacerują panowie z obsługi mówię, że mnie niepokoi ich obecność miałem racje dwie godziny opóźnienia ponieważ jakieś lampki się zapaliły   tyle ich tam jest, a nikt nie wie, do czego (por. Kabaret Paranienormalni) lecimy w samolocie spotykamy pana Mietka na stałe mieszka z rodziną w Panamie przyszedł przywitać się z rodakami ponad 11 godzin lotu pod koniec lotu każą nam się spieszyć, żeby zdążyć na samolot do Quito lądujemy w Panamie   i ja już wiem, że planowo nie wystartujemy wielka obawa, żeby bagaże przepakowali do właściwego samolotu okazuje się, że zmienili samolot zamieszanie skąd ja to znam nowe bilety nowe miejsca dwie osoby przypisane do jednego miejsca mnie tu nic już nie dziwi dla chłopaków wszystko nowe z opóźnieniem ale lecimy w samolocie także zamieszanie jak to zwykle w tej części świata lądowanie w Quito i chwila napięcia są nasze bagaże na lotnisku witają nas siostra Lenka i Rosa jedziemy do San Francisco de Oyacoto zakwaterowanie kolacja chwila rozmowy dużo się w misji pozmieniało czas na spanie 

Dzień drugi, PONIEDZIAŁEK, 15.07.2019

Zaplanowane spanie do oporu po godzinie 4 natura dała znać trzeba wstać no i na mnie musiało przypaść zapchana toaleta szukanie sposobu, żeby ją udrożnić po ciemku szukam jakiegoś patyka w ogrodzie w końcu połowiczny sukces jest po 5 kładę się spać pies, który ma strzec domu zaczął szczekać skończył po 7 to się naspałem wstaję by dokończyć nocego dzieła przepychania toalety siostry udostępniają gumową przepychaczkę przypomniało mi się dzieciństwo dawno takiego urządzenia nie widziałem i nie używałem pełny sukces może uda się jeszcze chwile przespać bo pies się zmęczył i położył się spać chwila drzemki śniadanie siostra Rosa wszystko przygotowała chłopaki dołączają do śniadania idziemy zwiedzić misję kury i kaczki w zagrodzie ogrodzenie sprawia, że mnie jest naturalnych śladów zwierzęcych na chodniku czy ścieżce chanchosów (świń) jest aż 7 kur i kaczek ciężko zliczyć są króliki i osiem kotów no i oczywiście dwa psy z których jeden umilił ostatnią noc 

Na boisku i w salach szkolnych jeszcze są dzieciaki to ci, którym nie chciało się uczyć muszą nadrobić zaległości korepetycje ale obligatoryjne obchodzimy szkołę spotykamy trzy dziewczyny od razu widać, że wzbudzamy zainteresowanie przy sekretariacie szkoły nawiązuje się rozmowa dzieciaki nie mają pojęcia, gdzie jest Polska rozmawiamy o różnych rzeczach zaciekawienie przyciąga więcej osób na odchodne jedna z dziewczyn rzuca do Jarka spodobały mi się twoje oczy ? a wcześniej zapytała czy mamy narzeczone ? co ciekawe są bardzo serdeczni, otwarci, sami zaczynają rozmowę wiek 12-15 lat 

Na boisku pozostało dwóch maluchów może 2 klasa SP grają twardo w piłkę nic nie przeszkadza ani mundurek szkolny ani buty ani plecak na plecach piłka nożna to poważna gra dla wyczynowców   

Z siostrą Lenką ustalamy plany na najbliższy czas kaplica czas zacząć przygotowania do Mszy mała siesta Msza na chłopakach robi wrażenie inny sposób przeżywania Eucharystii po Mszy małe regalitos (prezenty) z Polski najważniejszy obraz Pana Jezusa Miłosiernego idziemy na spotkanie do kuchni jest nas więcej bo przyjechały wszystkie siostry   

Na marginesie w Oyacoto mieszkają teraz siostra Rosa, Patricia i Sandra pozostałe mieszkają w Marianas koło Calderonu miasto sąsiadujące z Oyacoto to spowodowało, że w porównaniu do pobytu sprzed dwóch lat teraz jest tu cicho i pusto aż dziwnie   

Spotkanie wesoło gadamy dużo i o wszystkim po spotkaniu Nieszpory z  siostrami dla kleryków kolejna nowość Nieszpory odprawiane są inaczej niż w polskich seminariach mniej liturgicznie, ale bardziej żywo kolacja  znowu sporo gadania różaniec na boisku szkolnym i medytacja nad jutrzejszym Słowem Bożym kompleta i czas na spoczynek skutki podróży nadal odczuwalne jutro zaczynamy o 6.00 czyli dokładnie wtedy kiedy w Ekwadorze zaczyna amanecer (świtać)   

Uwagi ogólne jest zimno wczoraj padało i to sporo dla tej ziemi i tak nie wystarczająco ale to wielkie błogosławieństwo   

Dzień trzeci, WTOREK, 16.07.2019

Wczoraj zapomniałem napisać w zgromadzeniu jest nowa siostra Fatima natomiast trzy siostry wyjechały na Costę mają rozeznać czy chcą pozostać w zgromadzeniu siostra Lenka mówi o tym z wielkim spokojem Dios sabe (Bóg wie)   

Pobudka 6.05 prawie wyspany po 8 godzinach snu toaleta poranne modlitwy z siostrami w czasie Jutrzni przyjeżdżają siostry z Marianas dom formacyjny obecnie dla młodych dziewczyn o 7.00 zgodnie z planem Msza Święta jakoś klecę kazanie na twarzach nie widać zdziwienia więc nie było źle śniadanie dużo wygłupów siostra Eli ma wyborny humor inne siostry komentują trzeba korzystać z dobrego humoru dużo śmiechu w końcu wyjazd do Quito do centrum prowadzę nowy samochód siostry kupiły go dzięki wsparciu organizacji zajmujących się misjami nie ma dużego ruchu dla kleryków to jednak duże zaskoczenie pierwszy raz widzą, że tak można jeździć wjeżdżamy do centrum historycznego Quito idziemy do kurii biskupiej siostra Lenka załatwia swoje sprawy my czekamy na Padrecito Juan Diego przyjeżdża na rowerze zabiera nas do najstarszego kościoła w mieście śliczna świątynia barokowa oprowadza po kościele dużo ciekawych informacji potem zabiera nas do kościoła jezuickiego najpiękniejsza świątynia w Ekwadorze robi niesamowite wrażenie Padre pokazuje nam dwa obrazy Sąd Ostateczny i Piekło obraz Piekło robi wielkie wrażenie mimo, że nie jest straszny w czasie zwiedzania dzwoni siostra Lenka Arcybiskup Quito czeka na nas w południe idziemy bez pośpiechu do kurii siostra się śpieszy ja jej tłumaczę, że niepotrzebnie Arcybiskup jest Ekwadorczykiem zrozumie spóźnienie chwile czekamy Arcybiskup (od dwóch miesięcy na urzędzie) przyjmuje nas dosłownie na chwilę wymiana kilku zdań i pozdrowień wychodzimy idziemy  do kaplicy w kurii przepiękna ogólnie budynek kurii zabytek z czasów konkwistadorów spotykamy proboszcza Padre Juan Diego pracuje także w kurii zaprasza nas do siebie bardzo sympatyczna dość długa rozmowa zaprasza nas do siebie wracamy na parking odwozimy Padrecito do domu jedziemy do salonu Volkswagena trzeba odebrać drugi samochód był w naprawie sporo czekania w końcu jest trzeba nauczyć się cierpliwości w Ekwadorze mówi mi siostra Lenka jedziemy do Marianas najpierw spotkanie z dziećmi z przedszkola obiad u sióstr spowiedź, o którą poprosiły dwie siostry czas wracać do domu siostra Lenka pyta czy pamiętam drogę bo nikt z nami nie jedzie jasne, że pamiętam takich rzeczy się nie zapomina docieramy do Oyacoto trzeba posprzątać łazienkę będziemy mieli dodatkową łazienkę do kąpieli i nie tylko szybko nam to nawet idzie łazienka nie duża robotników trzech Nieszpory znowu w innej konwencji niż liturgiczna kolacja i długa rozmowa z siostrami Sandrą i Rosą na temat pracy w seminarium i nowego pokolenia kleryków modlitwa różańcowa na boisku szkolnym medytacja jutrzejszej Liturgii Słowa w kaplicy czas do spania jutro zaplanowany dzień pełen wrażeń  

Dzień czwarty, ŚRODA, 17.07.2019

EDIT do wczorajszego dnia jak mogłem zapomnieć o obiedzie wtorkowy obiad u sióstr drugie danie jakoś dziwnie przypomina el pulpo (ośmiornicę) chwila wahania pytanie tak to jest ośmiornica jadłem wcześniej, ale pokrojoną teraz odnóże wraz z mackami, wiciami wylądowało na moim talerzu nie sposób odmówić presja psychiczna dobre było   

Środowy poranek pobudka o 6.00 modlitwy w kaplicy śniadanie w czasie jedzenia telefon Padrecito, do ciebie chwila zdziwienia siostra Lenka   możecie jechać do La Mitad del Mundo (połowa świata), siostra Eli z wami pojedzie dobrze, więc jedziemy po 2 minutach telefon nie możecie jechać, ponieważ jest strajk taksówkarzy i drogi są zablokowane w Quito   dobrze, wiec nie jedziemy 3 minuty później telefon jednak możecie jechać, bo siostra Eli ma telefon z nawigacją i ominiecie Quito czyli jedziemy siostra Sandra: muszę tylko przygotować dokumenty i zabierzecie mnie ze sobą   trochę to trwa w końcu wyjeżdżamy jedziemy do Marianas po siostrę Eli po drodze zostawiamy siostrę Sandrę droga prosta przyjemnie się kieruje autem jedziemy najpierw zobaczyć krater wulkanu Pululahua wygasły wulkan, w którego kraterze znajduje się wioska piękne widoki przy wejściu rejestracja sympatyczna rozmowa z panią na kasie zdjęcia wygłupy idziemy do położonego obok muzeum chwila oczekiwania w środku czegoś, co przypomina piramidę indiańską dziura w dachu na światło słoneczne coś w stylu kalendarza wyznaczającego główne święta potem doświadczenia z jajkiem postawionym na gwoździu z kamieniami mającymi   magiczną moc i aromaterapia w indiańskim wydaniu wyjazd i jedziemy do centrum La Mitad del Mundo niesamowite miejsce na środku wieża wyznaczająca połowę świata żółta linia pomagająca rozpoznać półkulę północną i południową dookoła mnóstwo atrakcji mały skansen muzeum piwa planetarium muzea dedykowane krajom zajmującym się odkryciami geograficznymi mnóstwo sklepów z tutejszymi wyrobami wszystko pięknie utrzymane w samej wieży piękna panorama ze szczytu schodami w dół urządzenia do wykonywania eksperymentów m.in. z wodą, która nie kręci się, gdy się ją spuszcza w zlewie 

Siostra Eli pośpiesza nas w Oyacoto czeka na nas już wikariusz generalny diecezji tyle rzeczy jest do zobaczenia, że ciężko to stracić trochę opóźniam wyjazd siostra jest bardzo cierpliwa przyjeżdżamy z ponad godzinnym opóźnieniem wikariusz chyba przyzwyczajony nic się nie stało przy obiedzie luźne rozmowy o ŚDM w Polce, na których był o sytuacji diecezji seminariach w Polsce i Ekwadorze w końcu kulminacja przyjechał, bo chciał mnie prosić o pomoc w pracy duszpasterskiej jutro mamy jechać w pewne miejsce brzmi tajemniczo po pożegnaniu z wikariuszem ustalamy plany na wieczór  o 4.30 musimy wyjechać bo chcemy dotrzeć na 18.00 do nowej parafii Padrecito Juan Diego teraz pracuje jako wikariusz z Oyacoto wyruszamy do Marianas tam na nas już czekają przesiadamy się do większego auta ruszamy siostra Lenka bez słowa daje mi kluczyki, żeby jechać chyba już kupiłem ich zaufanie że umiem odnaleźć się w ekwadorskim ruchu ulicznym docieramy na miejsce przed czasem DUŻO przed czasem siostra Lenka komentuje chyba pierwszy raz przed czasem autobus (samochód) pełen ludzi wesoło krótka modlitwa w kościele bardzo ładnie urządzonym siostra Lenak mówi mi, że ta parafia to parafia ludzi bogatych w Quito wita nas Padre   to niech Padrecito Martin odprawia, a ja idę pospowiadać decyduje Padre Juan Diego czy jest kazanie kilka słów odprawiam Mszę rzeczywiście już po stroju można stwierdzić, że biedni nie są jakoś daje sobie radę na koniec klasyczne pytanie czy zrozumieli kiwają głowami pokazują rękoma i uśmiechami, że tak po Mszy rozmowa z kilkoma bardzo sympatycznymi ludźmi z parafii idziemy na kolację do Padre Juan Diego coś się przypaliło wszystko jest w porządku sok z bułką z boczkiem wyśmienite zaczynają się wygłupy i zabawy ponad dwie godziny zabaw z siostrami i dzieciakami, które nam towarzyszą dwie siostry Michael, Michael, Leyban (brat siostry Stefi) i dwie starsze dziewczyny jest nas w sumie z 16 osób wesoło bardzo wesoło gry polskie i ekwadorskie można się dobrze bawić bez telefonu        wracamy Marianas Oyacoto kuchnia zamknięta nikt nie ma klucza zatrzasnęli drzwi Michael przy pomocy Jarka wdrapuje się na balkon otwiera drzwi od wewnątrz Nieszpory medytacja czas na sen ale trzy małe kotki biegają po balkonie i miałczą głośno 

Dzień piąty, CZWARTEK, 18.07.2019

Pobudka o 6.00 modlitwy poranne jak co dzień jednak bez rutyny siostry celebrują modlitwę brewiarzową urozmaicają ją nieraz w taki sposób że liturgista dostałby zawału serca liczy się jednak intencja i czyste serce śniadanie siostra Sandra opowiada historie o brujo (czarownik) o naturalnych metodach leczenia różnych zdarzeniach z jej miejscowości brewiarz po polsku razem z Jarkiem i Pawłem jedziemy do Marianas do sióstr zabieramy stamtąd siostrę Lenkę jedziemy do Quito tam spotykamy wikariusza generalnego zabiera nas w miejsce powstawania nowej parafii budują się tu nowe domy około 1000 nowych mieszkańców w czasie drogi siostra Lenka opowiada o różnych problemach w szkole inicjacja seksualna w wieku 14-15 lat brak edukacji w tym wymiarze duży problem molestowania opowiada historie uczniów uwikłanych w problemy rodzinne z narkotykami z prostytucją dojeżdżamy na miejsce nie ma kościoła jest miejsce spotkań tutaj w niedzielę mam doprawić Mszę o g. 10.00 dłuższa chwila rozmowy o planach powstania parafii o budowie kościoła plebani ale nie ma gdzie tego zrobić bo nie ma ziemi żegnamy się z Padre podziwiamy widoki jesteśmy na wysokim wzgórzu górującym nad Quito wracamy do Marianas jeszcze sporo o szkole i uczniach na miejscu odwiedziny w przedszkolu dzieciaki lgną przynoszą mnóstwo zabawek ciągle coś mówią siostra Lenka proponuje, żebyśmy zjedli obiad z nimi i dopiero potem wrócili do Oyacoto idziemy na podwórko zabawa z Leybanem 7 lat jest sam tutaj nie ma kompana do zabawy zabawa w   berka Leyban przygotowuje nas do wejścia na Rucu Pichincha 5 minut zabawy biegania i nie ma czym oddychać czuję się tak jakbym cały dzień kopał rowy na szczęście Leyban też ma dość jest kosz jest piłka rzucamy do kosza spokojniej potem huśtawka najlepsza zabawa wyskakiwanie i lądowanie na trawie loco (zwariowany) znowu berek aż ratuje nas siostra wołając na obiad w czasie jedzenia telefon ktoś czeka na Padrecito Martin w Oyacoto coraz bardziej sławny się staję w Ekwadorze mogą chwile poczekać pytam salwa śmiechu siostra Eli Padrecito jest bardziej ekwadorski niż my wracamy do Oyacoto czeka mama i siostra Ekwatorianki, która mieszka obecnie w Polsce przyjechały odebrać rzeczy, które przywiozłem od córki/siostry dłuższa chwila rozmowy bardzo sympatycznie proszą o błogosławieństwo odjeżdżają chwila na odpoczynek chwila modlitwy trochę słówek krótka drzemka na 16.10 umówiony wyjazd na Mszę do kościoła w Oyacoto jest nowy ksiądz chcę dołączyć się do Mszy dla mnie wygodniej 16.05 dzwonię wielkim dzwonkiem odjazd za 3 minuty 16.15 nikogo nie ma przy aucie trzeba wyjechać autem zmusić do pośpiechu w czasie jazdy siostra Sandra się zapomniało, że tamtego księdza trzeba przywieźć; nikt tego nie zrobił więc prośba jest, żeby Padrecito Martin odprawił Mszę czemu nawet w najmniejszym stopniu nie jestem zdziwiony na Mszy dużo ludzi ciekawe uczucie zobaczyć te same twarze po dwóch latach zaczęliśmy nawet prawie punktualnie po Mszy adoracja Najświętszego Sakramentu następnie czekamy na Seniora, który ma nas zabrać do chorego prosił o Komunię i spowiedź czekamy długo w między czasie dwie spowiedzi chwila zabawy na placu zabaw z dzieciakami dziewczyny przepadają za klerykami bariera językowa nie istnieje w końcu jedziemy sami istnieje tu zwyczaj ksiądz odwiedzając chorego przywozi coś ze sobą chleb, jajka, coś tam jeszcze w czasie drogi postój w piekarni cała rodzina czeka na przyjazd księdza serdeczne przyjęcie dom w całkiem niezłym stanie wspólna modlitwa spowiedź Komunia po wszystkim proszą, żeby z nimi zostać na chwilę przygotowali obiadokolację widać wielką radość dużo rozmów o Polsce, o hiszpańskim, o Ekwadorze, o zwyczajach ekwadorskich dużo radości na koniec błogosławieństwo każdego z osobna seniorka rodu   czy Padre ochrzci moich czterech wnuków i już sukces duszpasterski samo to, że chcą to dużo serdeczne pożegnanie wracamy przez Marianas do Oyacoto w domu nie ma wody już jej nie było przed wyjazdem okazuje się, że ktoś pozakręcał główne zawory dzięki Bogu siostra Rosa ma wszystko pod kontrolą jak ją nazwały inne siostry todoterreno (tak nazywa się samochód terenowy, który dociera wszędzie) Nieszpory medytacja czas spać 

Dzień szósty, PIĄTEK, 19.07.2019

Upływający czas mocno przyśpiesza pobudka Jutrznia śniadanie rozmowy o tym i tamtym siostra Sylwia jedzie z nami do Quito chcemy dotrzeć do budynku Konferencji Episkopatu Ekwadoru tam można kupić stuły z ornamentyką ekwadorską początkowo idzie dobrze trochę gorzej w samym mieście siostra trochę straciła orientację gdy jestem przodem auta za zakrętem   Padrecito w prawo już się nie da robimy kółko trochę nie wychodzi szukamy miejsca do zawrócenia daleko trzeba jechać trochę pod zakaz trochę wstrzymując ruch zawróciliśmy niby już dobry kierunek ale celu nie widać siostra rozpytuje napotkanych ludzi jak to w Ekwadorze nie wiem, ale powiem każdy pokazuje inny kierunek w końcu parkujemy mały rekonesans pamiętam budynek byłem w nim dwa lata temu ta okolica w ogóle mi się nie przypomina mały spacer teraz to ja prowadzę siostrę zorientowany w terenie prowadzę do Budynku KEE nie ma stuł będą w październiku bo są małe opóźnienia no tak, dla nich to małe dla mnie duże ale jest inny sklep kilka przecznic dalej idziemy nie ma nic takiego ale jest inny sklep w centrum jedziemy do centrum naprzeciwko kościoła Świętego Franciszka nie ma ale jest inny sklep niedaleko idziemy nie ma ale jest inny sklep tym razem nie idziemy pani ekspedientka zadzwoni nie ma wyprawa zakończona fiaskiem wracamy parkingowy, z którym zamieniłem kilka zdań   z której części jesteś domyślam się, że chodzi mu o Ekwador z Polski twarz powiedziała, że nie ma takiej części Ekwadoru ? korki potężne długo zajmuje nam powrót do domu Quito po południu szkoła cierpliwości poziom mistrzowski droga krzyżowa w końcu docieramy do stacji XIV Oyacoto obiad czas na odpoczynek krótka drzemka nauka słówek hiszpańskich modlitwa czytanie duchowne chwila medytacji książka El cambio del hombre (zmiana człowieka) autor Martin Buber znaleziona w biblioteczce sióstr w salonie obok pokoju jacyś ludzie czekają na siostrę Lenkę uczeń, który odszedł chce wrócić do szkoły potem siostra mówi mi, że wszyscy, którzy odeszli ostatecznie wracają 

Czas na modlitwę przyjeżdżają siostry z Marianas wspólne Nieszpory Msza kazanie coraz swobodniej się mówi jest szansa wykorzystać zdobytą w ostatnim czasie wiedzę na temat gramatyki hiszpańskiej (taki ze mnie samochwała) po Mszy wygłupy z dzieciakami kolacja dzieciaki jedzą w innym miejscu bo przy stole nie ma tyle siedzeń podchodzę do Michael i Kamili dla wygłupów zaczynam je karmić jedną prawą ręką drugą lewą ręką zjadają cały makaron bez najmniejszych protestów znowu wygłupy siostra prosi o spowiedź tajemnica siostry wyjeżdżają do Marianas znowu zrobiło się cicho medytacja kompleta czas na spanie 

Dzień siódmy, SOBOTA, 20.07.2019

Pobudka o 6.05 modlitwy poranne czyli Jutrznia śniadanie przy jedzeniu zapytałem siostrę Rosę o pana pracującego w misji mieszka w innym budynku pomaga przy zwierzętach siostra mówi Don Carlos okazuje się to jej ojczym z prostego pytania wywiązuje się dłuższa opowieść o życiu historia życia nadająca się na scenariusz filmu horror lub thriller łącznie z wydziedziczeniem mieszkaniem na ulicy i śmiercią dwojga ludzi ojczym nie był dobrym rodzicielem potęga przebaczenia i miłości razem z Pawłem i Jarkiem zastanawialiśmy się jak ciężko musi być przyjąć pod dach i przebaczyć gdy tyle doznało się krzywdy poczuliśmy się częścią tej historii 

Posiedzenie przy śniadaniu opóźniło wyjazd zbieramy się wyprowadzam auto siostry, które wczoraj twierdziły, że z nami nie jadą jednak będą jechały tylko musimy na nie poczekać   3, 5, 10 a może 20 minut jak z uśmiechem stwierdziła siostra Patricia wszystko znowu się opóźnia w końcu jedziemy wjeżdżając do Marianas za zakrętu wyskakuje rozpędzone auto jedzie po naszym pasie trąbie pokazuje nam   międzynarodowy znak pokoju wiem, że kierowcy tutaj są szaleni ten jednak przesadził bylibyśmy 10 metrów bliżej i zakończyłoby się to źle po drodze wysiadają siostry w Marianas wszystko przygotowane Msza z rodzicami i dziećmi z przedszkola które prowadzą siostry odprawiam Mszę w kazaniu mówię o potrzebie obecności rodziców w domu słuchają uważnie kiwają głowami po Mszy krótka narada jedziemy do Otavalo na indiański jarmark 

W ekipie busa nasza trójka Tanita (należy do zgromadzenia), Magda i Leyban (7 lat) wesoły bus wyrusza o 10.00 wesoło Choco, choco la, la choco, choco te, te choco,la choco, te chocolate zabawa Leybana po 2 godzinach ciągłego słuchania już jest mniej fajna w drodze różaniec rozmowy docieramy na miejsce rozpoczyna się serial   Buszujący wśród straganów różnorodność indiańskich artesanias poncza, czapki, obrusy bluzki, bluzeczki, swetry płyty, instrumenty, poszwy trzeba by było wymieniać pół dnia najpierw rekonesans w końcu zakupy obrus poszewki na poduszki sweter koszulki które kosztowały sporo targowania w końcu z 8 dolarów początkowych 5,50 dolaritos to naprawdę dobra cena bo jakość jest bardzo dobra sporo zakupów choć chyba chciałoby się trochę więcej czas wracać po drodze małe   co nieco do zjedzenia koronka trochę się spieszymy o 16.00 obiecałem odprawić Mszę w Quito w kościele Maria la Paz u Padre Juana Diego nie ma korków Tanita świetnie zna teren jest po studiach turystycznych dojeżdżamy na 16.06 Padre Juan Diego który nigdy nie przyjechał na czas zawsze był spóźniony już stoi przy ołtarzu daremny był nasz wysiłek wracamy więc do Oyacoto chwila na brewiarz bo dzisiaj nie było czasu zabawa z Leybanem deklaruję się jako ochotnik do odprawienia Mszy w San Miguel Comun jedziemy z klerykami 6.30 czyli godzina Mszy nie ma nikogo 6.45 schodzą się skąd ja to znam w sumie dość sporo osób spora część mnie rozpoznaje i pamięta to miłe na koniec Mszy serdeczne przywitanie po Mszy prośba o spowiedź potem drugą, trzecią i tak chyba z pięć lub sześć osób do spowiedzi trochę to trwa bo każda spowiedź to jak mówi Jarek   petarda wracamy do domu kilka owoców na kolację ustalenia na jutro kompleta upragnione łóżko 

Dzień ósmy, NIEDZIELA, 21.07.2019

To już tydzień od naszego przyjazdu ciekawe przeżycie spełniać posługę kapłańską za dach nad głową i za jedzenie dni zaczynają mi się zlewać w jedną całość ciężko ustalić kiedy co było dziś pobudka o 7.00 modlitwy śniadanie zaraz przed śniadaniem wiadomość na Messenger Lucy ekwatorianka mieszkająca w Polsce rodzice bardzo chcą Padre poznać przyjadą dzisiaj o 10.00 o 10.00 mam Msze wysoko w Quito napisałem trzy razy dwa dni wcześniej dzień wcześniej dzisiaj   por la tarde (po południu) aaa to najwyżej poczekają do 13.00 niczemu się nie dziwię udało się jednak ją odwieść od tego pomysłu przyjadą na 15.00 w domu trwają przygotowania do wyjazdu na Mszę zamieszanie totalne umówiona godzina wyjazdu 8.45 gramy w Lotto obstawiamy, o której rzeczywiście wyjedziemy udaje się chwile po 9.00 jedziemy do Carapungo tam czekamy na ekipę z Marianas w domu zostają siostra Rosa i Eli Eli przyjechała dzisiaj o 5.30 do pomocy bo przyjeżdża pani która szyje mundurki dla uczniów czekamy dość długo jest już 9.30 w końcu się pojawiają drapiemy się po stromych ulicach siostra Lenka prowadzi ale coś się droga zgubiła przejmuję inicjatywę teraz ja prowadzę udaje się dotrzeć nawet przed czasem   

W sali spotkań bo nie ma kościoła nowe miejsce, które ludzie zasiedlają 3 osoby młodzież czekamy nie ma nikogo siostry z dziećmi rozchodzą się po domach zapraszają ludzi na Mszę siostra Lenka tłumaczy mi był tu fałszywy ksiądz dość długi czas żonaty jak się okazało ale spełniał swoje marzenia bycia księdzem ludzi bardzo zraził do Kościoła w sumie udaje się zebrać ok. 25 osób Msza kazanie dialogowane bardzo proste o wyborach o słuchaniu Słowa Bożego Leyban służy jako ministrant ciężko przejęty po Mszy wymiana uprzejmości i zaproszenie za tydzień wracamy do domu 

Po powrocie pranie co prawda niedziela ale jedyna okazja siostry mają nową pralkę w nowym miejscu do tej pory używały sprzętu dość   staroświeckiego mówiąc delikatnie obiad zamieszanie bo w Oyacoto są wszyscy tak, to jest dom, który pamiętam sprzed 2 lat po obiedzie zabawy z dzieciakami Leyban karze się wziąć   na barana ktoś pojawia się przy bramie podchodzimy żeby zapytać kto i co krótka informacja pojawiają się nowi ludzie kobieta i mężczyzna podejrzewam, że to rodzice Lucy trochę przed czasem jakieś 30 minut naprawdę są z Ekwadoru       z Leybanem na ramionach witam się z nimi spodziewam się jakie to musiało na nich zrobić wrażenie uwolniony do ciężaru muchacho zapraszam do salonu rozmawiamy ponad 1,5 godziny pierwszy raz w życiu widzę tych ludzi a rozmawia się, jak ze znajomymi od lat o Polsce, Ekwadorze rządach, ekonomii problemach młodzieży i wiele więcej dostaję w prezencie szalik z Ekwadoru i zaproszenie bardzo konkretne do zwiedzania razem z nimi kraju umawiamy się na termin pożegnanie i błogosławieństwo bardzo sympatyczni ludzie czas na jakiś brewiarz i za chwilę czas wyjazdu na kolejną Mszę dzisiaj zaczyna się nowenna do Świętej Anny tutaj związana jest z procesją każdego dnia z domu do domu figury świętej Anny jedziemy więc do kościoła w miejscowości Santa Anita przygotowujemy figurę czekamy na ludzi ale za bardzo ich nie ma sami robimy tłum Senora, która dzisiaj ma przyjąć figurę w procesji niesie ją do domu dom na wzgórzu (wysoko nad miastem) dość daleko procesja z różańcem docieramy do domu wszystko przygotowane do Mszy na podwórku no to będzie Msza w czasie Chwała na wysokości Bogu 2 letnia domowniczka tańczy cudnie widok z podwórka na Quito krótkie kazanie w czasie Mszy modlą się z nami kaczki, kury i świnki misyjny klimat na całego po Mszy poczęstunek trochę rozmów wygłupów chyba Msza i kazanie się spodobały Padre, mamy dla ciebie prezent jedna z mieszkanek wchodzi do zagrody i wyciąga kaczkę piękną, dużą kaczkę takiego stypendium mszalnego jeszcze nigdy nie dostałem zdjęcia z kaczką oczywiście chyba to jej ostatnie zdjęcia w tym życiu przekazuję kaczkę siostrze Rosie i w tym momencie kaczka wydala to co zjadła trochę pobrudziła habit kaczka do worka worek na auto wracamy do domu zmęczeni lekka kolacja medytacja kompleta w końcu spać a nie jeszcze trzeba coś napisać bo jutro nie będzie kiedy 

Dzień dziewiąty, PONIEDZIAŁEK, 22.07.2019

Dzisiaj po raz kolejny Toa (pies) szczeka od 5.00 rano kontrakt ma do 7.00 i wiernie go wypełnia niewyspany pobudka 6.05 modlitwy z siostrami śniadanie ostateczna decyzja o wyprawie w góry Rucu Pichincha szczyt górujący nad Quito po śniadaniu przygotowania modlitwa wyjazd siostra Patrycja nam towarzyszy jedziemy do Marianas zabieramy Tanitę i siostrę Fatimę będą nam towarzyszyły w trakcie drogi zakupy w markecie Jarek wygłupia się podaje sprzedawcy na kasie 20 złotych przygląda się uważnie śmiech zdradza pułapkę jedziemy siostra Patrycja zostawia nas przy   TeleferiQo (kolejka linowa) para tocar el cielo (aby dotknąć nieba) zakup biletów wjeżdżamy na wysokość 4050 m.n.p.m. dość zimno wietrznie wszystko w chmurach szczytu nie widać rozpoczynamy drogę w między czasie różaniec zdjęcia podziwianie przyrody dużo małych zajączków przemykających po drodze roślinność zupełnie inna niż w Polsce duża gruba rozłożysta chmury leniwie przepływają obok nas układają się w niezwykłe kształty po jakimś czasie moczy nas deszcz da się iść po drodze drogowskazy pokazana wysokość miejsce na trasie jakaś nowość dwa lata temu tego nie było pierwsza część drogi spokojna trochę brakuje tlenu im wyżej tym trudniej pojawiają się zawroty ciśnienie czuć nie tylko w głowie także w nogach jakby coś wciskało w ziemie idziemy powoli nie da się pośpieszyć co jakiś czas odpoczynek posiłek kończy się spacer zaczyna się drapanie do góry coraz więcej piachu na szlaku utrudnia wspinaczkę co jakiś czas chmury się rozstępują i widać Quito oraz góry bajkowo na szlaku sporo ludzi przeważnie amerykanie 

W trakcie drogi będąc już dość wysoko pytamy o sytuację na szczycie jedni nie doszli macie przed sobą ok. 1,5 godziny drudzy jest OK macie 40 minut trzeci jakieś 2 godziny odstęp czasowy spotkanych osób ok 5 minut w końcu schodzi jakiś mężczyzna z młodym chłopakiem zaczynam po hiszpańsku odpowiada i pyta pytam Jarka po polsku   ooooo Polacy jak dobrze spotkać zaczyna się rozmowa Michał z Pomorza pyta na ile jesteśmy odwdzięczam się pytaniem ja tu na stałe czyli żona Ekwatorianka nie, jestem misjonarzem za chwilę okazuje się, że są wspólni znajomi trzeba polecieć aż do Ekwadoru młody Ekwadorczyk, który towarzyszy jest klerykiem dłuższa rozmowa zaproszenie na parafię w Quito idziemy dalej pod górę 

W miarę wzrostu wysokości trudniej trzeba częściej odpoczywać trzymać się swojego tępa oznaczeń szlaku brak zaczyna się skała szukaj sobie drogi sam tablice są ale w chmurze ich nie widać szukamy drogi w końcu udaje się szczyt wieje zimno zdjęcia czas schodzić trudniej niż wchodzenie skała śliska szlaków jak nie było tak nie ma w pewnym momencie zgubiłem drogę przede mną skała dość stroma ciężko zejść ja nie zejdę       ludziom każę się wrócić ale sam schodzę jest chwila zawahania ale bezpiecznie doświadczenia tatrzańskie przydały się potem piach jak chodzenie po śniegu prawdziwy śnieg też pada ? nie utrzymuje się ? ale pada ?w końcu przychodzi kryzys chyba za mało zjadłem w czasie drogi niewyspanie i zmiana wysokości/ciśnienia spowodowały, że schodzi się ciężko docieramy szczęśliwie do kolejki linowej zjazd na dół czeka już siostra Patrycja 

Liczę na to, że prześpię się chwilę w aucie bo o 19.00 Msza w Santa Anita jest przed 18.00 w trakcie drogi dziewczyny opowiadają sobie jakieś zdarzenia gadają głośno i radośnie jednak pomimo hałasu usypiam dojeżdżamy do Oyacoto siostra zaprasza na zupę ale jest po 19.00 jedziemy na Mszę nie w czasie drogi siostra zadzwoniła i odwołała naszą wizytę kąpiel kolacja ciepła powrót sił planujemy Mszę dzwoni siostra Lenka nie zdążą na Mszę rozmowa z siostrami Patrycją i Fatimą opowiadają o życiu parafii i osobach, które to życie niszczą o ludziach, którzy mają/sami są związki z czarownikami   . Mszę zaczynamy o 20.30 chwilę przed wyjściem wracają siostry z Santa Anita pięknie miała być Msza dla 4 osób będzie dla wszystkich tym razem udało się na czas na Mszy witam nową wolontariuszkę Yelena z Chorwacji przyjechała na 2 miesiące po Mszy chwila rozmowy Kompleta i jeszcze chwila z kabaretem i na Youtubie i na żywo czas coś napisać i spać 

Dzień dziesiąty, WTOREK, 24.07.2019

Pobudka później wstajemy dopiero na śniadanie Toa łaskawsza dzisiaj dla mnie obudziła mnie tylko 15 minut przed budzikiem śniadanie siostra Sandra prosi o podwiezienie jej do Ministerstwa Edukacji o 9.00 nie ma problemu po śniadaniu Jutrznia medytacja jest czas na załatwienie zaległości o 9.00 siostra dzwoni wyjedziemy o 10.00 bo jeszcze wszystko nie załatwione jasna sprawa prasowanie uzupełnianie tego, na co nie było czasu zabawa z dzieciakami trafiamy do   warsztatu krawieckiego sióstr siostra Eli, Stefi, Sylwia podejmują wyzwanie trzeba przygotować 270 mundurków tutaj dzieciaki wszystkie chodzą w mundurkach identyfikacja szkoły bardzo elegancko to wygląda takie same swetry koszule spodnie u nas by się takie coś przydało siostry do września muszą uszyć 270 swetrów 270 koszul 270 spodni materiał już kupiony większość dostaje to za darmo bo nie ma z czego zapłacić a siostry mają tyle ile im ludzie dadzą jest już 11.00 udało się wyjechać o 11.15 w drodze siostra opowiada dobry uczeń, który nie radzi sobie tylko z matematyką systematyczny robi dużo stara się próbuje zleży mu ale nie wychodzi końcowy wynik 6,92 żeby przejść do następnej klasy trzeba mieć 7,00 inny nie robi nic nota 3,00 wszystko olewa egzamin poprawkowy po korepetycjach 4,00 nauczyciel matematyki nie bardzo chce puścić tego pierwszego bo musiałby puścić też tego drugiego 

Ministerstwo Edukacji czekam ponad godzinę na siostrę w między czasie nauka słówek hiszpańskich drzemka znowu słówka wraca siostra nie załatwiła tego, co chciała wracamy mimo, że siostra mówi szybko dość ją rozumiem obiad wesoło zjechali się wszyscy siostra Rosa prosi, żeby pojechać z nią na targ do Calderonu kawa i jedziemy zabieramy też siostrę Lenkę i Magdę kilka postojów na załatwienie spraw targ z siostrą Rosą obyta w tutejszych zwyczajach nie daje się naciągnąć na wysokie ceny są w końcu wyczekiwane oritos (małe, słodkie banany) grandaillos pinias (ananas) i jeszcze kilka innych owoców nazw nie pamiętam wracamy jeszcze telefon od siostry Sandry żeby kupić papier/bibułę i jeszcze trzeba kupić chleb wszystko przypomina się w czasie drogi wracamy do Oyacoto 

Kaplica trzeba   nadgonić brewiarz no i czas zbierać się do Santa Anita bo trwa nowenna tylko że tutaj nowenna niekoniecznie musi trwać 9 dni akurat w tym roku będzie trwała 6 dni i to też tak długo bo zdążyłem przypomnieć, że takie coś jest na marginesie siedzimy przy stole pytam kiedy nowenna do św. Anny dźwięk przerażenia   Padrecito musiał przyjechać, żeby nam o nowennie przypomnieć   

Siostry szykują aule i dyplomy jutro zakończenie szkoły uroczysty apel z Mszą trzeba przygotować wszystko mówię siostrze Lence zawiesimy serpentyny po powrocie z klerykami wyjazd ekipa wysiada przy domu gdzie znajduje się figurka św. Anny odstawiam auto pod dom, do którego dojdzie procesja procesja ze śpiewem w tym czasie przygotowuję wszystko do Mszy kolejna Msza w domu jest więcej ludzi niż poprzednio jednak to, co my nazywamy domem daleko odbiega od tego co tutaj domem się zowie kamienna podłoga bez dywanów, czy czegoś podobnego z sufitu tynk odpada wypoczynek daleko za sobą ma czasy świetności wszędzie brakuje drzwi no oprócz wyjścia na zewnątrz duży zaduch czuć stęchliznę to opis nie tylko tego domu ale i wielu innych w tym rejonie odprawiamy Mszę w tym samym czasie w pomieszczeniu obok zaraz obok ołtarza coś się przygotowuje do jedzenia przypomnę, że nie ma drzwi po Mszy poczęstunek bułka z serem i jakiś napój słodki kisielowaty wyglądem niezbyt zapraszający do spożycia poczęstunek jest dla wszystkich wracamy do domu czas zabrać się za te serpentyny miało być tylko powieszenie ale to wgl nie jest gotowe na szybko po   chłopsku przygotowanie serpentyn jaka koncepcja ich powieszenia hmmmmm no, tak nie bardzo ktoś wie to wg własnej koncepcji gdy jesteśmy prawie przy końcu pojawia się Tanita i zaczyna zmieniać koncepcję a teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu cytat z króla Juliana w tym przypadku świetnie pasował do sytuacji uzyskujemy konsensus sposób montażu hmmm zobaczymy jutro rano bo jest szansa że rano będziemy to wieszać na nowo koniec pracy wracamy do kuchni dzieciaki jeszcze chwile dokazują z nami w kuchni czas na odpoczynek dzisiaj dużo padało i to mocno wielkie błogosławieństwo kaplica napisać coś i spać ja się kładę spać a Wy, Drodzy Czytelnicy za chwilę wstajecie dobrego dnia 

Dzień jedenasty, ŚRODA, 25.07.2019

Pobudka o 6.05 z bólem szyi źle spałem modlitwy poranne śniadanie cały czas brakuje Internetu okazuje się to być głównym zmartwieniem większości domowników trzeba przygotować się do dzisiejszej Mszy o g. 10.00 zakończenie klas 13-tych dziwnie to brzmi absolwenci Unidad Educativa Gratutia de mi Pequeno Jesus idę do kaplicy w czasie modlitwy zagląda Władka Chorwatka, która z siostrami odeszła na czas rozeznania pyta o siostrę Lenkę coś jej przywiozła chwilę rozmawiamy jakbym stąpał po polu minowym ciężko coś mówić, bo nie wiem czy nie nadepnę na   minę Władka idzie do nauczycieli przyprowadza jeszcze jakąś kobietę prosi, by pobłogosławić dewocjonalia Władka mówi też że jechała z Calderonu ponad godzinę wypadek śmiertelny chwilę rozmawiamy cały czas myślę co powiedzieć tym młodym ludziom nie znam ich problemów nie znam ich osobiście to przeszkadza ale coś Duch Święty podpowie ogólna koncepcja jest 

Przyjeżdża siostra Lenka z ekipą z Marianas wszystko przygotowane do Mszy absolwenci rodzice nauczyciele zaproszeni goście jest uroczyście Msza przygotowana na stole prezydialnym czekamy jeszcze na jednego absolwenta, który się spóźnia siostra Sandra zawsze przyjeżdża spóźniony (po przerwie wakacyjnej czy semestralnej przyjeżdżał spóźniony tydzień czasu) pojawia się i po kilku sekundach ja już wiem, że z nim są kłopoty nie pomyliłem się Msza w trakcie wchodzi jakiś ksiądz idzie na koniec sali i już się człowiek stresuje w czasie kazania ziarno zasiane w sercach przez rodziców, nauczycieli, siostry nie zmarnujcie tego słuchają nawet z zainteresowaniem mówię o narkotykach po niektórych widać że temat dotyka rozdaję im obrazki z Jezusem Miłosiernym kilka przykładów koniec kazania w trakcie kazania 9 miesięczny chłopiec raczkuje w moim kierunku przygląda się przez długą chwilę słucha w końcu raczkuje do mnie łapie mnie za ornat komentuję głośno   przyszły ksiądz ofiarowanie butelka wina przyniesiona w darach ubrana w mundurek szkolny na szyjce zamontowana głowa Jarek ukręca głowę żeby móc otworzyć wino żebym miał na czym Msze odprawić radość do łez Msza dalej jak zawsze nikt z absolwentów nie przystępuje do Komunii to przytłacza 

Po Mszy uroczysta akademia na styl amerykański płaszcze nakładane przez rodziców jednej dziewczynie nakłada siostra Lenka rodziców nie ma zostawili ją jak była mała kapelusze nakładane przez nauczycieli rozdawane dyplomy w końcu hymn szkoły wszyscy na baczność podniosła atmosfera no i wracamy do tematu mocowania dekoracji właśnie wtedy jedna z serpentyn się urywa gryzę się mocno w język spinam się żeby nie wybuchnąć śmiechem twarze kleryków nie pomagają a oni (Ekwadorczycy) śpiewają jakby się nic nie stało z pełną powagą 

Na koniec akademii poczęstunek świetnie mieszają smaki najpierw idzie pan ze słodkimi ciastkami a następnie pani z kawałkiem parówki nabitej na wykałaczkę cudo podchodzi do mnie jeden z absolwentów prosi o zdjęcie i o kilka obrazków więcej bo chciałby dla rodziców rodziny super jasna sprawa klerycy pokazują mi, że koniec że idziemy coś jednak każe mi zostać siadam sobie przy wejściu przychodzi Leyban który od ponad godziny niemiłosiernie się nudzi wygłupiamy się po jakimś czasie przychodzi mężczyzna tato jednej z absolwentek zaczyna rozmowę dopytuje skąd nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest Polska chwilę rozmawiamy prosi o jakiś kontakt na facebook  u zaczyna opowieść anonimowy alkoholik nawrócony odbył rekolekcje alkohol zostawił siłą woli prosi o kontakt bo nieraz potrzebuje coś zapytać nieraz potrzebuje wsparcia no jest moc zaraz po nim jakaś kobieta przyprowadza młodziaka śmiejąc się mówi że potrzebuje egzorcysty zaczynam z nim rozmowę łapię go za ramię nie potrzebujesz egzorcysty, bo możesz dotykać księdza ale na pewno potrzebujesz spowiedzi wyspowiadałby mnie ksiądz jasne, jestem do 14.08, kiedy chcesz jutro dobrze o 8.00 będę czekał jestem ciekaw czy przyjdzie w końcu wszyscy wychodzą   

Obiad wszyscy w dobrych nastrojach jak zawsze pyszne jedzenie owoce świeże i smaczne ekwadorska kawa zupełnie inna niż nasza też bardzo dobra wygłupy śmiechy zaczynam rozmowę z siostrą Lenką nie chce rozmawiać ze wszystkimi chce mnie zabrać na rozmowę do kaplicy w tym samym czasie dzwoni Padre Jimmy jest pełniącym obowiązki proboszcza prosi o pomoc jutro pogrzeb o 13.00 jasne, że chętnie pomogę kaplica rozmowa z siostrą Lenką o trudach i wyzwaniach stojących przed zgromadzeniem o absolwentach, którzy nie przyjęli Komunii o młodym człowieku (absolwencie tegorocznym) który cudem uniknął śmierci wszyscy z bandy zostali zamordowani tylko jemu nie wiedzieć czemu darowano życie o uzależnionych 

Czas na odpoczynek chwila drzemki potem seans z dzieciakami   Piękna i bestia oczywiście po hiszpańsku chwila nauki słówek Nieszpory z siostrami czas wyjeżdżać do Santa Anity kolejny dzień nowenny czas wyjazdu to zawsze najlepszy czas załatwiania wszystkich spraw zamieszanie jakie panuje w misji ciężko opisać słowami to trzeba by było zobaczyć 

Tak, jak co dzień procesja i Msza w domu tym razem zmiana klimatu dom elegancji przypomina europejskie pojęcie domu sporo ludzi w czasie Mszy modlę się za syna właścicieli dzisiaj ma swoje urodziny obok jego mały kuzyn usypia na kazaniu i śpi tak głęboko ze nic mu nie przeszkadza aż go wyniósł solenizant po Mszy poczęstunek zbieramy się wracamy do Oyacoto kolacja rozmowa z siostrą Sandrą jak tu się odprawia pogrzeb bo z góry zakładam, że inaczej niż w Polsce i nie pomyliłem się i tym razem czas na odpoczynek   

Dzień dwunasty, CZWARTEK, 26.07.2019

Poranek zimny w ogóle jak na Ekwador jest zimno tubylcy narzekają bardzo my raczej przyzwyczajeni my w krótkich rękawkach oni w polarach poranne modlitwy docieramy my i siostra Sandra pozostali zaniemogli śniadanie pojawia się siostra Patrycja i Rosa pod koniec śniadania przyjeżdżają nauczyciele z Quito pracują w jednej z renomowanych szkół którą kończyła Fatima jako wolontariusze prowadzą zajęcia dla nauczycieli z naszej szkoły metodologia sprawy pedagogiczne i tak dalej jest po 8 czekam na młodziaka, który chciał przyjść do spowiedzi nie pojawił się komuś bardzo zależy na tym, żeby nie wyrwał się z pułapki grzechu szkoda ale niestety tak podejrzewałem, że będzie za to o spowiedź prosi jedna ze sióstr 

Czas wolniejszy nadrabiam   zaległości słówka modlitwa sen ok. 11.30 do pokoju puka siostra Lenka obiad gotowy może chcemy zjeść przed wyjazdem idziemy na obiad w czasie jedzenia nowe decyzje wyjeżdżamy szybciej chwile po 12.00 razem z klerykami, siostrą Patrycją i Lenką zostawiamy siostrę Lenkę w Marianas zabieramy Magdalenę jedziemy do San Miguel na pogrzeb wjeżdżając do miejscowości namiot pod nim trumna i sporo ludzi Msza miała być w kościele siostra Patrycja wyjaśnia przyjdą przyszli z jakimś 15 minutowym opóźnieniem wychodzę do ołtarza na środku kościoła trumna z otwartym wiekiem nie, no tak nie może być szybko się orientuję, że wieko jest otwarte ale tą otwartą część zakrywa szyba pierwszy raz widzę takie coś cały kościół ludzi chowam Jose Manuela 86 letni mężczyzna w kazaniu o miłosierdziu po Mszy pokropienie trumny tutaj ksiądz nie chodzi na cmentarz w zakrystii pytam, czy daleko jest cmentarz   bisko okazuje się z 20-25 minut drogi odwozimy Magdę do Marianas wracając siostra pokazuje mi właśnie wchodzą na cmentarz minęło ok. 25 minut po pochówku następuje biesiada przynoszą ze sobą jedzenie i jedzą na grobie niestety nie miałem okazji tego zobaczyć wracamy do Oyacoto jest chwila na oddech kilka drobnych spraw czas wyruszać do kościoła w Oyacoto druga Msza o 16.30 jest kilka osób kazanie o mocy modlitwy mamy dobrze mi się mówi w tym kościele do tych ludzi po Mszy adoracja Najświętszego Sakramentu koniec wychodzę z zakrystii podchodzi do mnie kobieta prosi o rozmowę problemy sąsiedzkie dość poważne rozmawiamy dość długo mówi przede wszystkim ona w pewnym momencie muszę przerwać muszę jechać do Santa Anita 

Szybko do domu wymiana sprzętu jedziemy do Santa Anity droga piaskowa mnóstwo kurzu zostawiam auto przy głównej drodze właściciel domu, w którym jest figura   podjedźcie pod dom idzie ze mną po auto mówię, że za duży piach tutaj jest nie, można podjechać, tylko trzeba się rozpędzić auto duże przejazd mały zakręt 90 stopni na rogu stoi drzewo no i oczywiście pod górkę próbuję raz drugi trzeci auto nie ma mocy każe mi obrócić auto i spróbować z drugiej strony w czasie obracania auta grzęznę w piachu jest gorszy od błota akcja ratunkowa cegły podłożone pod koła przychodzą faceci, którzy przyszli na Nowennę pomoc skuteczna   to ja objadę drugą drogą mówi właściciel to kazał mi się męczyć w tym piachu a 30 metrów dalej była lepsza droga nie wiele trzeba objeżdżać i prowadzi też do jego domu nawet się nie zdenerwowałem już się przyzwyczaiłem do tej logiki procesja docieramy do nowego domu wszystko przygotowane trzecia dzisiaj Msza małe dzieciaki jak co dzień dokazują ale to nie przeszkadza bardzo sympatycznie drobny poczęstunek rozstania to trudne tutaj zawsze jeszcze coś jest do zrobienia lub powiedzenia rozchodzą się długo w końcu jedziemy wracamy do Oyacoto jedzie z nami siostra Sandra rozmowy o tym i owym przyjeżdżają do domu jeszcze siostry z Marianas jeszcze zamieszanie kolacja przy niej i po niej rozmowa z siostrami Sandrą i Rosą o dziewczynie, u której była świadkiem bierzmowania jak kombinowała i kłamała, bo się zakochała akcji tropienia i znalezienia pod łóżkiem w domu chłopaka o problemach z edukacją seksualną młodzieży w szkole braku świadomości nie tylko młodych, ale też rodziców Nieszpory kąpiel reportaż spanie 

Dzień trzynasty, PIĄTEK, 27.07.2019

Siostry wyjeżdżają dzisiaj z samego rana na szkolenie do Quito więc wstajemy później dopiero na 8.00 na śniadanie ale laba dzisiaj w końcu zaświeciło słońce jest ciepło śniadanie bezmięsne bo siostry także zachowują post piątkowy Jutrznia i rozpoczynamy dzień gospodarczy pranie ręczników sprzątanie pokoju łazienki salonu drugiej łazienki zamiatanie wszechobecny kurz/piach ciężko się do niego przyzwyczaić po umyciu podłogi woda jest czarna na dnie wiaderka pełno piasku jutro będzie go znowu tyle samo dzisiaj możemy pocieszyć się chwilą czystości 

Po dwóch godzinach wszystko czyste brewiarz przyjeżdża Magda z Marianas specjalnie, bo potrzebuje porozmawiać ok. 40 minutowa rozmowa zaraz po niej następna osoba prosi o spowiedź różaniec na boisku szkolnym w czasie modlitwy patrzę na góry a zaraz nad nimi leniwie przepływają obłoki kontemplacja natury/stworzenia w czasie modlitwy niebo jest błękitne chmury śnieżnobiałe pod koniec różańca donośny płacz dziecka to Michael siostra Rosa zrobiła sprzątanie w jej pokoju znalazła pochowane rzeczy które Michael sobie przysposobiła awantura na całego w tych sprawach siostra jest nieustępliwa ma rację   

Obiad ryba ryż coś co przypomina ziemniaki pomidory z własnego ogródka na deser lody a miał być postny piątek jeszcze będzie muszę chwilę poczekać   

Po obiedzie drzemka regeneracyjna boisko piłka nożna dość leniwa bo jest nas tylko trzech poza tym na tej wysokości 2 minuty biegania i potrzebny respirator wesoło nieraz trzeba pobiec za piłką, bo ucieknie na drugą stronę dość długo nam to zajmuje dochodzi 16.00 czas się szykować na Mszę wyjazd jedzie z nami siostra Patrycia Msza w San Miguel zajeżdżamy para młoda czeka już przed kościołem już się pobrali w Urzędzie Stanu Cywilnego teraz ma być Msza o błogosławieństwo dla nich w Kościele pobrać się nie mogą bo już po jednym związku są kościelny/katechista przynosi mi kartkę z wypisaną intencją mówię do kleryków   żeby im tylko czasem do głowy nie przyszło podchodzić do Komunii od dłuższego czasu myślę co powiedzieć na kazaniu zaczynamy Mszę ? ludzie się jeszcze schodzą wchodzi facet rozsiada się w ławce rozpiera ramionami jak na dobrym seansie filmowym i całą Mszę z kimś rozmawia kazanie o rodzinie dość dziwnie brzmią słowa o wierności ale co tam, postanowiłem to powiedzieć nie ma reakcji oburzenia uczestnictwo we Mszy gości takie średnie delikatnie mówiąc czyli taki polski ślub jest jednak pewna pani koncelebruje ze mną tzn. wypowiada wszystkie słowa księdza w wyprzedzeniem tak jakby chciała .. żebym czasem jej nie przegonił wesoło czas Komunii no i przychodzą co zrobić   jeśli nie udzielę to będzie awantura na całego myślę, że to bardziej niewiedza, niż wyrachowanie są raczej przekonani że na takiej Mszy mogą facet też przychodzi do Komunii 

Po Mszy proszą, żeby poświecić ich dom do samochodu zabieramy młodego człowieka na oko ok. 19-20 lat wskazuje drogę na Mszy trzymał małe dziecko pytam, czy to jego tak Angel się nazywa (anioł) w czasie drogi krótka rozmowa zrobił licencjat w Quito więc musi mieć trochę więcej lat ok.22 bardzo sympatyczny pyta gdzie uczyłem się języka i jak długo tu jestem podjeżdżamy pod dom schodzimy na dół dom klasy średniej (wg ekwadorskiego wskaźnika) czekamy na wszystkich w między czasie przychodzą z dziećmi do błogosławieństwa w końcu błogosławieństwo domu kropię wszystkie pomieszczenia przepraszam, że muszę jechać ale Santa Anita wzywa pan młody wychodzi z nami przynosi jedzenie na wynos pyta mnie czy wiem, co to jest chancho jakże mógłbym nie wiedzieć to podstawowe słowo w Ekwadorze świnia jeszcze jedna sprawa jeden człowiek z Calderonu chce poświęcić mieszkanie kiedy możemy to zrobić wymiana namiarów telefon facebook dogadamy się jedziemy do Oyacoto po siostry siostra Sandra chora zabieramy siostrę Rose z Marianas nie przyjadą jakiś młody ksiądz miał wypadek jest po 5 operacjach nie ma żadnej rodziny nie ma się kto nim zająć siostra Lenka postanawia siostry będą się nim opiekowały całą noc i cały dzień i będą się wymieniały leży w szpitalu w Quito 

Siostra Rosa prosi o postój przy sklepie już mamy opóźnienie chwila w sklepie potem długie czekanie przy punkcie poboru opłat zanim przyjedzie Yelena która ma jechać z nami już jest 19.00 zajeżdżamy do domu ludzie czekają procesja wchodzimy do kolejnego domu jest 19.30 kolejna Msza w domu kazanie o zatwardziałym sercu które nie widzi i nie słyszy sympatyczna atmosfera po Mszy werbuje ministranta Stevena tego, za którego odprawiałem dwa dni temu Mszę chętnie się zgadza podchodzi jakiś mężczyzna prosi o błogosławieństwo dla mamy mieszka niedaleko po poczęstunku idziemy do niego mama ma 96 lat w domu krótka modlitwa i błogosławieństwo szkoda, że nie powiedział wczoraj to wziąłbym oleje powrót jeszcze jeden postój przy sklepie jedzenie dla chanchosów wracamy kolacja Nieszpory chłopaki zatrzasnęli drzwi do pokoju nie ma klucza Padre Martin otwiera Kompleta kąpiel w czystej łazience notatki czas na sen jutro zapowiada się intensywny dzień 

Dzień czternasty, SOBOTA, 28.07.2019

Pobudka g. 6.05 ciężko wstać jest 6.10 a czuję się zmęczony jakby była 6.20 idę do kaplicy jakoś mało ruchu w kaplicy ciemno jestem pierwszy przychodzi Jarek potem Paweł czekamy 5 minut 10 minut dzwonka na modlitwę nie było przypomina mi się w sobotę siostry modlą się o 7.00 nie o 6.30 no to Godzina Czytań idę do kuchni siostra Rosa za 10 minut zaczniemy modlitwę czekamy przychodzą siostry Jutrznia śniadanie siostra Sandra pojechała na szkolenie do Quito 

Po śniadaniu czas do wykorzystania pojawia się wiele nowych słówek hiszpańskich nauka na bieżąco krótka drzemka przygotowanie do dzisiejszych Mszy trzeba przygotować kazania sprawdzić jak przebiega ryt modlitwa brewiarzowa różaniec w między czasie siostra Rosa rozpoczyna sprzątanie składziku pod schodami jest tam wszystko łącznie z dekompletowanymi oponami i spawarką która podobno działa obiad dość szybko wyjazd do Santa Anita wyjeżdżając spotykamy przyjeżdżającą siostrę Lenkę zabieramy się jednym autem w czasie jazdy telefon dzwoni Padre Jimmy siostra Lenka zaczyna rozmowę że jeszcze go nie ma pierwsza myśl dzwoni, żebym ja odprawił Mszę odpustową akurat to by mnie nie zaskoczyło jednak nie jedzie w jakimś aucie i się spóźni prosi, żebyśmy czekali przy punkcie poboru opłat czekamy więc pojawia się mama Michael coś sprzedaje siostra Lenka otwartym tekstem pyta czemu nie chodzi na Mszę coś kręci ratuje ją pojawienie się Padre Jimmy jedziemy do Santa Anity już sporo spóźnieni wita nas rozbawiony przed kościołem tłum poprzebierani ludzie tańczą przed figurkami św. Joachima i Anny stragany dużo gapiów jak na polskim wiejskim odpuście wchodzimy do kościoła pusto schodzą się jednak i tak na zewnątrz zostaje więcej ludzi niż wchodzi do środka to był   szybki strzał Msza odpustowa 45 minut ja zwykłej niedzielnej w tyle nie umiem odprawić kazanie lekka połajanka po Mszy wracamy do Oyacoto   

Przejazd przez punkt poboru opłat zaraz za nim trzeba skręcić w lewo i przeciąć 5 pasów przeciwległego ruchu ale to tutaj standard nikt nie ma z tym problemu tym razem po raz pierwszy potężna kolejka do kas zagradzają nam drogę nikt nie chce przepuścić specjalnie zajeżdżają drogę i zatrzymują się przed autem tak wiele kosztuje poczekać 10 sekund aż przejedziemy a jasno widać że nie wcinamy się w kolejkę no cóż ciemna strona ekwadorskiego świata w domu wymiana składu jadącego na Mszę jedziemy do San Miguel znowu historia z przejazdem w drugą stronę jeszcze gorzej się przebić facet widzi, że jadę do góry specjalnie zajeżdża drogę i staje przed poprzedzającym autem w końcu się udaje znajdują się i życzliwi o 15.00 Msza z chrztem dziecko/dziewczynka dość duże ok.4-5 lat bardzo grzeczna najbardziej ogarnia matka chrzestna druga matka chrzestna trochę mniej tak, były dwie mamy chrzestne jedna na oko koło 70 lat mama dziewczynki coś ogarnia tato stoi w rękami w kieszeni wszystko poszło gładko na koniec Mszy akt zawierzenia dziecka opiece Matki Bożej piękny zwyczaj zapisany w rytuale więc oficjalnie zatwierdzony po Mszy para związek cywilny przyszli poświęcić obrączki i po błogosławieństwo no cóż błogosławieństwa odmówić nie można 

Po Mszy wracamy do Oyacoto dłuższa chwila odpoczynek idę na boisko pokopać piłkę po jakimś czasie dołącza Leyban z Jarkiem wesoło Nieszpory umówione na 17.45 o 17.40 gdy chcemy schodzić z boiska Magda przychodzi z wiadomością Padre może nas odwieźć do Marianas   no może tylko trzeba natychmiast wyjechać żeby zdążyć do San Miguel na 18.30 szybkie odświeżenie jedziemy Marianas i do San Miguel przyjeżdżamy 18.29 oczywiście, że w kościele nikogo nie ma czas na przygotowanie zaczynamy ok. 18.45 czyli normalnie czuję zmęczenie   nic tak nie męczy jak mówienie kazań i to w obcym języku ale jakoś brniemy Msza za młodą dziewczynę w czasie Baranku Boży do ołtarza podchodzi siostra Rosa żeby pobłogosławić dziewczynę na koniec więc na końcu błogosławieństwo indywidualne wszyscy zadowoleni czas wracać dom kolacja pojawia się siostra Sandra Nieszpory Kompleta jest 21.00 a ja już mogę się kłaść spać ale trzeba coś napisać 

Dzień piętnasty, NIEDZIELA, 28.07.2019

Dzisiaj już nie popełniliśmy wczorajszego porannego błędu ustalona godzina modlitw pobudka 7.05 7.30 kaplica ale nie ma nikogo czekamy na siostry mały poślizg przyjeżdżają siostry w Marianas siostra Lenka przywozi gości Jutrznia śniadanie goście to siostra Padre Javiera księdza, który leży w szpitalu po ciężkim wypadku samochodowym przyjechała z daleka z trójka dzieci nie miała się gdzie zatrzymać siostra Lenka użyczyła jej miejsca dwóch synów i córka kiedy słyszy, że jesteśmy z Polski Jan Paweł II chłopcy mają imiona na jego cześć Juan Pablo i Josue Pablo córka Maria Montserrat chwila rozmowy ustalenia z siostrą Lenką o 9.00 wyjeżdżamy na Mszę do Quito w to samo miejsce w którym odprawialiśmy Mszę tydzień temu siostra Lenka z gośćmi jedzie do szpitala ma do nas dołączyć jest 9.15 i nic nie zapowiada, że w najbliższym czasie wyjedziemy w końcu się udaje jeszcze mamy odwieźć Fatimę do Marianas proszę Fatimę o pożyczenie telefonu bo ma internet i nawigację drogę już znam   na wszelki wypadek w czasie jazdy różaniec śpiewany recytowany na różne sposoby na miejsce zajeżdżamy o 10.03 mały ruch w stolicy można było szybciej się przebić na miejscu słychać dzwony młody chłopak puszcza przez nagłośnienie dzwony kościelne bo kościoła tutaj nie ma teren stricte misyjny mam przywilej rozpoczynania pracy misyjnej w tym miejscu ludzie zaczynają się schodzić przychodzi więcej niż tydzień temu Msza kazanie słuchają dość uważnie po Mszy krótkie ustalenia   

Siostry wracają do siebie ja z Pawłem i Jarkiem jedziemy do parafii Maria La Paz parafia Padre Juana Diego dzisiaj przeżywają odpust zaproszenie od samego Proboszcza ma być Arcybiskup Quito na dojazd na drugą stronę miasta mamy 50 minut nawigacja pokazuje 37 minut a telefon 14% naładowania baterii ruch niewielki wyruszamy w pierwszą samodzielną podróż po Quito w sensie bez sióstr wszystko idzie, jak po maśle jednak wyścig z czasem i baterią trwa zostało 10 minut i około 8% skrzyżowania czerwone światło trwa całą wieczność poprzedzające samochody wleką się niemiłosiernie około 3 minut i 4% baterii i tu bym napisał   czy nasza ekipa dotarła na czas Czy udało im się dojechać do wyznaczonego celu Czy nie pomylili drogi o tym i o innych rzeczach dowiecie się już w następnym odcinku ale nie ma na to czasu więc szczęśliwie docieramy w zakrystii wita nas proboszcz zadowolony z odwiedzin Arcybiskup nie dotrze Proboszcz przewodniczy ja i Padre Juan Diego w koncelebrze kościelny zajmuje się telefonem jakoś musimy wrócić do domu drogę mniej więcej pamiętam ale jak się okaże, że mniej niż więcej to lepiej mieć plan B 

Wszystko przygotowane do uroczystości zespół śpiewający wydrukowane ulotki rozdawane różańce pełny kościół ludzi jeszcze Proboszcz wita w drzwiach ostatnich wchodzących i zaczynamy ta parafia to inny świat świat ludzi bogatych od razu widać to po stroju zachowaniu tu się nie klaszcze w czasie Mszy choć w czasie kazania Proboszcz pozwala sobie na żarty nawet się śmieją piękna uroczystość na koniec Mszy przychodzą ludzie podchodzi do mnie kobieta prosi o błogosławieństwo skarży się na poważną chorobę duszy mówię jej o Koronce do Miłosierdzia Bożego potem Hiszpan mieszka na stałe w Ekwadorze chwila rozmowy jeszcze kilka osób Proboszcz zaprasza na obiad znając polskie zwyczaje myślimy, że idziemy na obiad na plebanii Proboszcz wyprowadza auto jedzie z nami jakaś bardzo miła pani restauracja raczej nie tania pani zachowuje się tak jakby była właścicielką albo miała jakieś poważne wpływy w tej restauracji polecają jedzenie niekoniecznie ekwadorskie także peruwiańskie bardzo smaczne przynoszą do spróbowania krewetka zapiekana w serze podawana w muszli i coś nie pamiętam nazwy co wygląda jak polskie pierogi rozmowa o różnych rzeczach polskich zwyczajach jedzeniu pogodzie porach roku językach i wielu innych sprawach Proboszcz padre Edison zaskakuje nas znajomością polskich słów ale większe zaskoczenie że dobrze je wymawia musi mieć dobry słuch muzyczny jeszcze deser super słodki czyli taki jaki lubią wracamy na parafię Proboszcz pakuje nam na samochód warzywa i owoce dla sióstr ustawiona nawigacja jedziemy   

Siostra Lenka przed wyjazdem prosiła o zatankowanie auta nigdzie po drodze nie ma stacji dopiero przed samym Oyacoto zajeżdżamy czemu do niektórych dystrybutorów nie ma kolejki a do innych stoi po 5 aut zagadka rozwiązuje się sama po 1 minucie na słupie wielki napis DIESEL podjeżdżam strona wlotu pasuje podchodzi pan z obsługi mówię: diesel   tutaj nie, wyżej wycofuje na drugim słupie wyżej wielkimi literami DIESEL podjeżdżam inny pan z obsługi tutaj diesla nie ma, wyżej zaczynam się śmiać kochani są wycofuje podjeżdżam pod kolejny dystrybutor nie trzeba wysiadać z auta pan nalewa pan kasuje cena jeśli stoicie Drodzy Czytelnicy to usiądźcie 1$ za 1 galon czyli 3,80 za prawie 4 litry paliwa tutaj woda jest droższa, niż paliwo wracamy do Oyacoto siostry już czekają 

Chwila dosłownie chwila odpoczynku czas na krótki brewiarz obmycie twarzy i jedziemy większą ekipą znowu do Quito do szpitala do Padre Javiera dzisiaj niedziela czuje się już lepiej prosił o Mszę siostra Lenka zaproponowała moją kandydaturę została zaakceptowana w drodze dłuższa rozmowa z siostrą Lenką opowiada historię i przeszkody na drodze swojego powołania w aucie jak zwykle duże zamieszanie całą ekipą wchodzimy do szpitala znowu inny świat szpital pięknie utrzymany wygląda bardziej jak hotel niż szpital pojedyncze osoby na korytarzach cisza spokój Padre ma swój własny pokój z łazienką elegancko wszystko utrzymane powitanie od razu prosi o błogosławieństwo krótka rozmowa zapoznawcza widać, że jego stan jest lepszy pokiereszowany ale mocniejszy przygotowania do Mszy Msza Padre Javier odprawia z łóżka nałożyliśmy mu tylko stułę oczywiście kazanie śpiewy klimat modlitwy unosi się w pokoju widać, że nasz bohater jest wyraźnie poruszony towarzyszy mu starsza para małżonków Kolumbijczycy przyjechali do opieki kiedyś w przeszłości to on im pomagał po Mszy Padre dziękuje i zaprasza do swojej parafii jak już wydobrzeje jutro ma mieć operację kolejną chyba już szóstą dłuższa rozmowa o kościołach lokalnych seminariach przynoszą kolację żegnamy się na noc do opieki zostają siostra Sylwia i Eli wracamy w drodze Koronka dom kolacja siostra Rosa prosi Jarka, żeby z nią podjechał do sklepu jego pierwsze prowadzenie auta w Ekwadorze Nieszpory Kompleta łóżko to był dobry dzień   

Dzień szesnasty, PONIEDZIAŁEK, 29.07.2019

Powrót do tygodniowego porządku pobudka o 6.05 modlitwy Jutrznia śniadanie na dzisiaj nie ma planów więc alby do prania a że u nas stacjonuje jeden z samochodów postanawiamy go posprzątać   dzień dziecka tego auta trwał troszkę za długo zaczynamy wyrzucanie śmieci sortowanie rzeczy potrzebnych i niepotrzebnych przyjeżdża siostra Lenka jest pomysł Magda musi zrobić zadanie na uczelnie musi jechać do ogrodu botanicznego w Quito może chcemy z nią pojechać no oczywiście, że tak pojedzie jeszcze Tanita jako przewodniczka teraz     si, ahorita (w tym momencie) czyli ze sprzątania nici dzień dziecka będzie przedłużony zbieramy się proszę siostrę Lenkę, żeby zadzwoniła do Padre Jimmy wie, gdzie można kupić nowy Mszał (Mszał księga do odprawiania Mszy) od lipca jest nowy Mszał dla Ekwadoru krótka rozmowa z Padre u niego na parafii w Inka jedziemy   

W drodze niebo jest super błękitne ani jednej chmurki słońce rozświetla całe niebo jedziemy do Marianas musimy się zatrzymać ze wzgórza na którym jest Marianas przepiękny krajobraz gór z wulkanami Cotopaxi Antisana Cayambe te trzy wyróżniają się ponieważ wierzchołki pokryte są lodem białe czapy wulkaniczne połyskują w słońcu błękit nieba uwydatnia ich biel zatrzymujemy się w dwóch miejscach aż się ciepło na sercu robi mógłbym stać i patrzeć w nieskończoność zdjęcia tego nie oddadzą musimy jechać bo się rozchoruję, że nie mogę w tej chwili tam być za chwile okaże się że Rucu Pichincha też nie jest w chmurach dzisiaj być na szczycie i podziwiać widoki aż żal ściska pierwszy raz zobaczyłem Rucu w całej okazałości pierwszy raz też zobaczyłem całą Antisanę mamy sprzed dwóch lat pewne niezałatwione sprawy 

Docieramy do Marianas oprócz Magdy i Tanity jadą Jelena i Leyban trochę ciasno ale damy radę mówię Tanicie że chcę pojechać do parafii w Inca jedziemy tam najpierw jest po drodze droga prosta nie ma dużego ruchu jednak to cisza przed burzą w drodze Leyban raczy nas swoimi grami chocolada i limonada   Leyban, może pójdziesz spać nie no to może pomódlmy się różańcem to ja pójdę spać zajeżdżamy wszystkie Mszały wyprzedane w centrum można kupić więc jedziemy do ogrodu botanicznego w samym centrum miasta niewielki tak jak we Wrocławiu ogród botaniczny rośliny endemiczne z Amazonii las plantas carnivoras (rośliny jedzące mięso) i przepiękne drzewka bonsai  w budynku z roślinnością amazońską grupa młodych chłopaków wiek 16-18 lat z przewodnikiem słuchają z wielką uwagą opowiadania o roślinach o co chodziło     

Po wyjściu lody i krótki spacer po kompleksie sportowym obok ogrodu jedziemy do centrum pytam Tanitę znasz drogę do budynku Konferencji Episkopatu Ekwadoru tak super to jedźmy tam na pewno będzie Mszał tłumaczę gdzie jest parking i albo mój hiszpański jest tak zły albo ja nie wiem, o co chodzi Tanita szuka miejsca w centrum historycznym do zaparkowania dzisiaj jest gorąco bardzo duży ruch korki pchają się szał i jeszcze do tego pozamykana część ulic bo Prezydent pozdrawia ludzi parada atrakcji w końcu parkujemy ale już mi się nie podoba bo nie znam tego miejsca Tanita prowadzi nas do Kurii biskupiej w samym centrum historycznym to nie tutaj!!! ale spokojnie jest jeszcze księgarnia prowadzi nas do niej tu wgl nie sprzedajemy takich rzeczy teraz moja głowa przypomina wulkan niestety nie przykryty chłodnym lodem teraz ja zaprowadzę do księgarni jest inna wiem gdzie idziemy niestety nie ma tego Mszału wracamy jeszcze raz tłumaczę gdzie chcę dojechać podaję punkty orientacyjne wie, gdzie to jest jedziemy ale wjeżdżamy od drugiej strony trzeba zawrócić nie jest to proste objeżdżamy dookoła ulicę ale tutaj akurat zawrócić się nie da to jeszcze raz w drugą stronę sukces okupiony stratami czasowymi bo korki nie zmalały w końcu dojeżdżamy do budynku Konferencji sklep uprzejma siostra zakonna jest Mszał będą stuły z motywami ekwadorskimi ale ok. 15 sierpnia czyli jak wyjadę a można przyśpieszyć proszę zadzwonić ok. 5-6 sierpnia podwójny sukces jest nadzieja wracam do auta czemu Tanita wysiada   bo zostaje bo ma pracę fajnie telefonu z Internetem nikt nie ma no to jedziemy opierając się tylko na mojej znajomości drogi i teraz będę nieskromny jedziemy bezbłędnie 

Na obiad do Marianas pyszne jak zawsze jedzenie kawa ekwadorska i wracamy do Oyacoto chwila na odpoczynek brewiarz Nieszpory z siostrami w tym czasie przyjeżdżają siostry z Marianas Msza przed Mszą jakieś zamieszanie dyskusja kto  , jak , kiedy chodzi o opiekę nad Padre Javierem bo dzisiaj robili operację Msza z nowego Mszału kazanie jak zawsze po Mszy oferuje pomoc w zawiezieniu sióstr do szpitala siostra Patrycja jednak zgłasza się na ochotnika i to ją siostra Lenka wysyła Padre widać, że jest mocno zmęczony próbuje przeforsować swoją kandydaturę ale się nie udaje Michael i Joanna (dziewczynki) odciągają mnie na bok nie wiedzą jak to powiedzieć proszą o spowiedź jasna sprawa kolacja rozmowa o szkole i szkoleniach narada z klerykami bo znowu ulegają zmianie plany na przyszły tydzień zakładam, że to i tak nie jest wersja ostateczna ostateczna wersja jest jak już plan zaczyna być realizowany choć i tak to nie jest pewne więc jak plan zostanie zrealizowany to znaczy, że to była ostateczna wersja coś naskrobać i do spania 

Dzień siedemnasty, WTOREK, 30.07.2019

Dzień zaczynamy standardowo pobudka 6.05 Jutrznia z siostrami śniadanie nie mamy do południa planów więc czas na modlitwę słówka drzemkę przygotowanie do Mszy zasadniczo nic ciekawego jedyne ważne uwagi ok. 12.00 zjadłem owoc pepino miał dziwny smak i to był błąd dzisiaj nie jemy obiadu u sióstr na 12.30 umówieni jesteśmy z mamą jednej z ekwadorianek mieszkających w Polsce przyjeżdża 12.20 mówi, że córka kazała jej przyjechać nawet przed czasem bo w Polsce ludzie są bardzo punktualni zabiera nas ze sobą jedziemy do Quito w drodze opowiada o sobie nauczyciel akademicki z Uniwersytetu w Cuenca filozofia opowiada jak córka trafiła do Polski bardzo sympatyczna osoba   

Dojeżdżamy do domu condominium (osiedle) pilnie strzeżone przez uzbrojonego ochroniarza osiedle domków jednorodzinnych w domu wita nas druga córka sympatyczna rozmowa na drzwiach wisi wieki medalik św. Benedykta tłumaczę jej jego znaczenie potem rozmawiamy o zwyczajach jedzeniu na początek obiadu empanada to co przypomina naszego pieroga większy nadziewany serem z krewetką pyszne drugie danie mięso z baranka awokado pomidory ryż ziemniaki oni to wszystko mieszają pyszne jedzenie ale jeszcze dobrze nie skończyłem jeść a żołądek zaczął wariować niestety nie da się z nim kłócić gospodyni bardzo się przejęła oczywiście to nie jej wina wytłumaczyłem, że to nie po jej jedzeniu bo dopiero co zjadłem za szybko by było ale ten owoc to był czas na reakcję żołądka wstyd człowiekowi ale na takie przypadłości nie ma rady gospodyni idzie do apteki po środki na żołądek trochę się sytuacja uspokaja jeszcze trochę czasu na rozmowę w drodze powrotnej jedziemy do marketu zrobić zakupy na jutro wracamy do Oyacoto pamiątkowe zdjęcie 

Jestem wyczerpany siostra Lenka prosi o Msze za 15 minut proszę o 30 minut na odpoczynek siostry z Marianas i tak przyjeżdżają po godzinie wspólne Nieszpory z wszystkimi Msza w czasie Mszy zaczyna się poprawiać po Mszy siostra Sandra jakiś pan czeka przed bramą trzeba wyjaśnić pewne zawiłości i potwierdzić co siostra powiedziała Senor przyjmuje wszystko bardzo spokojnie wszystko rozumie potrzebował potwierdzenia od Padrecito siostra prosi, żeby porozmawiać z nim jeszcze o innych sprawach/problemach prosty człowiek mówi niewyraźnie ale go rozumiem idziemy do kaplicy rozmowa jeszcze ok. 30 minut na zewnątrz czeka jego mama w prezencie obrazki z Jezusem Miłosiernym i błogosławieństwo w domu okazuje się że prawie nikogo nie ma dziewczynki Johanna i Kamila zgłaszają że nie ma światła w ich pokoju na całym pierwszym piętrze nie ma prądu szukamy korków są ale nie działają nie da się z tym nic zrobić po jakimś czasie przyjeżdżają siostry na jutro już zamówiły elektryka jeszcze coś zjeść i szybko do spania bo jutro intensywny dzień 

To był bardzo dziwny dzień 

Dzień osiemnasty, ŚRODA, 31.07.2019

Pierwsza pobudka 2.30 Toa (pies) siostry mówią, że potrzebuje psychologa nie mogę przez nią zasnąć, aż do 4.00 druga pobudka 5.30 toaleta modlitwa śniadanie wyjazd 6.30 jedziemy do Marianas po Yelene cały czas odczuwam jakiś dyskomfort w żołądku liczę, że zajmę się kierowaniem i przejdzie ruszamy z Marianas w drogę na Cotopaxi przez Quito duży ruch ludzie jadą do pracy dwa razy auto z naprzeciwka jedzie po moim pasie wariaci ale droga dobra po ok. 2 godzinach punkt rejestracyjny Narodowego parku Cotopaxi rejestrujemy się wjeżdżamy na teren parku   

Początkowo asfalt najpotężniejsze góry świata Andy potężna równina i nagle wyrastająca góra przelotnie pada po kilku kilometrach droga szutrowa ale ubita jednak okazuje się być bardzo śliska biorę zakręt a auto płynie jak na lodzie błoto rządzi się swoimi prawami obok mijamy piękną lagunę zza chmur przebija się słońce ale tylko na chwilę droga robi się coraz gorsza zbliżamy się do wulkanu drugiego co do wielkości CZYNNEGO wulkanu na świecie ostatnia erupcja sierpień 2015 wysokość 5897 m.n.p.m.   teraz zaczynamy się wspinać mówi siostra Patrycja droga mocno pod górę zakręty ostre i już gdzie nie gdzie pojawiający się śnieg w pewnym momencie zaczyna padać śnieg coraz więcej śniegu dookoła termometr na zewnątrz pokazuje 4,5 st. C temperatura szybko spada 4,0 3,5 st. C czuję się jak w zimę w Polsce coraz mocniej wieje szczyt cały spowity jest chmurami zdjęcia filmiki niesamowite doświadczenie w końcu zajeżdżamy na parking wysokość 4500 m.n.p.m. kamienie podstawić pod koła żeby auto się nie stoczyło wieje bardzo mocno pada śnieg ale nie czuje się mocno zimna zmiana butów kurtka czapka rękawice i okulary przeciwsłoneczne chronią oczy przed śniegiem ostatecznie tylko ja z Jarkiem decydujemy się wspinać wiatr nie odpuszcza śnieg także nie podłoże błotnisto-piaszczyste kąt nachylenia 30 stopni 

Znalezienie własnego tempa rzecz podstawowa na początku drogi w piasku znajduję 10 centów powoli idziemy do góry brakuje tlenu oddycha się ciężko czuć ciśnienie w głowie i w płucach śnieg zamienia się w bryłki lodu smaga po twarzy w pewnych momentach zawiewa tak że nie można iść do przodu co jakiś czas chmury odsłaniają choć trochę wulkanu oraz widoków poniżej nie da się przyśpieszyć ciśnienie robi swoje w pewnym momencie chmury odsłaniają schronisko wygląda jak dom śląski w Karkonoszach wydaje się być już niedaleko idzie się do niego bardzo długo wydaje się że się nie dojdzie w końcu Refugio Jose Rivas wysokość 4864 m.n.p.m. wewnątrz bardzo podobne do naszych tatrzańskich schronisk wszędzie śnieg w wejściu także przypomina zimowe wejścia do polskich schronisk wewnątrz na ścianach flagi różnych państw jest Ukraina, Czechy wiele innych polskiej nie ma od dzisiaj będę ze sobą zawsze woził polską flagę herbata z cocą po wypiciu pytam obsługę czy można rzuć liście, które są w herbacie bez problemu brak ogrzewania więc ciężko się rozgrzać kupuję kartkę proszę o pieczątkę potwierdzenie dotarcia toaleta na zewnątrz wody nie ma stoi baniak z wodą przed budynkiem woda ścięta lodem ciekawe doświadczenie 

Czas ruszyć wyżej teraz każdy krok to nowy rekord wysokości tak wysoko jeszcze nie byłem ale do marzenia pozostało jeszcze trochę metrów wolnym tempem po wulkanicznej skale po błotnistym zboczu wiatr przybiera na sile potrafi nawet cofnąć śniegu coraz więcej chmury odsłaniają cel naszego wejścia dolna granica lodowca ciężko znaleźć szlak w pewnym momencie się gubimy po jakimś czasie odnajdujemy drogę w końcu docieramy dolna granica lodowca wysokość ok. 5100 m.n.p.m. marzenie spełnione przekroczyć wysokość 5000 metrów trzeba będzie wymyśleć nowe dociera grupa z przewodnikiem pokazuje nam żeby dalej nie iść szczyt dla tych ze sprzętem raki, czekan aklimatyzacja no i odpowiednie warunki na pewno nie te dzisiejsze schodzimy znowu zatrzymujemy się w schronisku wiatr mocno wyziębił kolejna herbata schodzimy na dół przy schodzeniu też nie pogonisz ślisko i trzeba wolno schodzić ze względu na ciśnienie w trakcie schodzenia nie czuje się zawrotów głowy ale po zatrzymaniu tak docieramy w końcu do parkingu całość zajęła nam 3 godziny były plany na jeszcze jeden wulkan w pobliżu ale jest za późno po godzinie 13 decyzja wracamy zajeżdżamy jeszcze na lagunę ładnie 

W drodze powrotnej też prowadzę łatwiej nie myśleć o zmęczeniu droga szybko mija mały ruch docieramy do Oyacoto siostry już odgrzały obiad tylko zupa muszę się położyć teraz dopiero wychodzi całe zmęczenie niewyspanie no i ciśnienie godzina snu regeneracyjnego Nieszpory Msza spowiedź kolacja załatwienie drobnych spraw próba ustalenia planu na jutro medytacja w kaplicy Kompleta przychodzi siostra Sandra jutro wyjazd o 7.00 w kuchni pertraktacje ciężko coś ustalić nikt nic nie wie a siostra Patrycja poszła spać więc trzeba się spakować coś napisać i spać 

Ps. Może zdarzyć się, że jutro nie będzie relacji, z powodu braku Internetu 

Dzień dziewiętnasty, CZWARTEK, 01.08.2019

Pobudka 5.45 ? ciężko się wstaje ? wczoraj zmęczyło ? mamy zacząć od Mszy o 6.15 ? zdążyłem odmówić Jutrznie ? modlitwę w ciągu dnia ? dwie dziesiątki różańca ? i nadal czekamy ? zaczęliśmy o 6.45 ? Msza z krótkim kazaniem ? śniadanie ? zmiana planów co do auta ? którym mamy jechać ? siostra Rosa i Sandra jadą z nami do Marianas ? zabieramy Yelene ? droga długa ? dużo fotoradarów ? ok 300 km ? ale trwa to dłużej niż u nas ? prawie 7 godzin ? dwa postoje ? w końcu docieramy ? MISAHUALLI mała miejscowość w Oriente na obrzeżach dżungli amazońskiej temperatura ok. 32 st.C wysokość ok. 400 m.n.p.m. niezła zmiana po wczorajszym dniu mały ryneczek ?   naganiacze pokazują miejsce do parkowania ? od razu oferta wycieczki ? na razie szukamy hotelu ? oczywiście ma to w ofercie ? jedziemy zobaczyć ? bardzo przyjemny dom ? eleganckie pokoje z łazienkami ? miejsce na auto ? zostajemy ? pan pomaga wszystko załatwić ? cierpliwie czeka ? najpierw coś zjeść ? oczywiście ze zna dobra restauracje ? idziemy na drodze wita nas małpa ale czymś jest zajęta restauracja rzeczywiście dobra i przyjemna ? 3,50$ za pełny obiad ? zupa z tuńczykiem ? ryż polędwica warzywa ? napój ? arbuz ? bardzo dobre ? teraz możemy jechać na wycieczkę ? pan cierpliwie czeka zabiera nas na łódkę w drodze krótka rozmowa pokazuje małpy na brzegu mówi, że są tak wyszkolone że potrafią zabrać telefon w czasie robienia zdjęć i czekać, aż właściciel kupi coś do jedzenia żeby wymienić na telefon w łódce jest już żona z dwójką dzieci starszy syn ok. 10 lat młodsza córeczka ok. 4 lat płyniemy po rzece nurt dość mocny sporo wystających skał trzeba dobrze znać rzekę następnie zawijamy do brzegu u tutejszych Indian wspólnota składająca się z 24 rodzin ok. 300 osób centralne miejsce w wiosce zajmuje boisko razem z placem dookoła zabierają nas do jakiejś chaty Indianin w średnim wieku objaśnia kim są a następnie przedstawia cennik za 10$ zagramy i zatańczymy zrobimy pokaz chichy degustację za 1$ można wejść do mini zoo 

Bierzemy wszystko wchodzi zespół a za nim młode dziewczyny ubrane w tradycyjne stroje grają tańczą zapraszają do tańca następnie pokaz robienia chichy napój który w zależności od długości fermentacji jest do picia dla wszystkich (do 3 dni) lub dla dorosłych (ok. 7 dni) prezenter mówi że już zrezygnowali z przeżuwania juki z której robią napój przez starsze bezzębne kobiety pokazuje nam współczesne sposoby idziemy do mini zoo małpki tukan pięknie ubarwiony okazuje się że udomowiony żółwie kajmany i boa długi na 5 metrów ale zawinął się na drzewie i nie widać długości wychodząc oglądamy rośliny jest ona ayawaska yaje pytam o nią przewodnika tak roślina silnie halucynogenna podaje zasady przygotowywania roztworu niedużo do wody wizje zapewnione robię zdjęcie zjadam liścia i nagle jednorożec staje obok mnie i zaprasza do wspólnej przejażdżki oczywiście żart 

Zapraszają nas do sklepu z wyrobami tutejszymi dałem się skusić na   nóż i różaniec idziemy nad rzekę nasz przewodnik z zoo właśnie łowi ryby na kolację bardzo sprytnie to robi wracamy na plac/boisko właśnie zaczyna się miejscowy mecz dość ich sporo boisko małe piłka rozmiar 4 kilku zawodników na boso jeden w jednym bucie reprezentują całkiem niezły poziom czekamy na naszego przewoźnika nigdzie go nie ma czekamy dłuższą chwilę ale nudy nie ma bo mecz zapewnia sporo emocji w końcu pojawia się nasz przewoźnik nie zapomniał o nas wracamy do siebie na brzeg na marginesie skomercjalizowani Indianie jasne, że tak zarabiają na życie ale wygląda to jak Big Brother wersja amazońska 

Idziemy przy rzece błogie lenistwo włóczymy się po rynku i nagle ktoś wpada na genialny błyskotliwy godny największych geniuszy pomysł piwo no jasne, że tak tego wszystkim brakowało do szczęścia znajdujemy przytulną knajpkę świetny klimat rozmowy o Chorwacji i trudnej historii o chorwackich zwyczajach wesoło ruszamy w stronę domu idąc ulicą wzbudzamy duże zainteresowanie choć turystów jest tu zawsze dużo   nasza dzielnica do bogatych na pewno nie należy klasa średnia też nie tutaj raczej niżej obok naszego domu boisko właśnie toczy się mecz przed domem fiesta muzyka na full i tańce spotykamy naszego przewoźnika właśnie trwa próba przed występami Yelena szybko daje się wciągnąć chcą, żeby została do soboty w domu brewiarz modlitwa przygotowanie na jutro przed bramą dużo dzieciaków wychodzę na zewnątrz idę na boisko trwa jakiś spór okazało się że po chłopakach grały dziewczyny i sobie wymierzyły sędziowską sprawiedliwość pięściami teraz trwało rozwiązywanie sporu po jakimś czasie wracają do gry Yelena siedzi otoczona wianuszkiem dzieciaków przeglądają jej zdjęcia przychodzi Jarek dzieciaki szybko nawiązują kontakt wystarczy podana piłka dwa zdania już jest kontakt 

Chłopaki przed naszą bramą rozkładają kapsle będą grali w   estrellas kilka sztuczek jest 21.30 trzeba iść coś zjeść żegnamy się z dzieciakami postanawia nam towarzyszyć Aleksander syn naszego przewoźnika pytam czy tak późno może chodzić z obcymi ludźmi oczywiście, że tak przed samym rynkiem spotykamy rodziców Aleksandra trochę żartujemy oni w swoją stronę my w swoją z Aleksandrem idziemy do małej knajpy z burgerami jacyś Amerykańce nas uprzedzili zaczynają zamawiać mija 3, 5, 7 minut czekamy oni nadal wybierają i zamawiają chcemy iść gdzie indziej wszystko zamknięte po przeciwnej stronie ulicy knajpa półzamknięta półotwarta idziemy no już niby zamknięte ale chodźcie coś zrobimy rewelacja kurczak z ryżem pytam Aleksandra czy chce zjeść ofertę przyjmuje z wielką radością w międzyczasie o muzyce latynoskiej o pracy z tatą o jedzeniu zwyczajach młody czuje się wśród nas bardzo swojsko wracamy do domu Aleksander mieszka zaraz obok nas wchodzę na korytarz wychodzi jakaś pani witam się grzecznie zaczyna rozmowę wygląda, że właścicielka krótka rozmowa   Padre de Polonia mój kuzyn ma żonę Polkę cała rodzina z Polski zjechała się na wesele w Quito Ekwadorczycy podpierali stoły a Polacy bawili się ile wlezie bardzo jej to zaimponowało pani przynosi mi wentylator w sumie nie jest potrzebny na dworze jest przyjemnie chłodno otwarte okno wystarczy kąpiel modlitwa czas na spanie 

Dzień dwudziesty, PIĄTEK, 02.08.2019

Dzisiaj wyruszyła Wrocławska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę gdy oni wychodzili ja kładłem się spać wczoraj 01.08 pobudka 7.00 spało się wyśmienicie toaleta modlitwa wyjazd Aleksander już jest czekał na Yelenę poszła się wykąpać w rzece o 6.30 chłopak wstaje o 5.30 żeby pomagać tacie żegnamy się z właścicielką i naszym młodym towarzyszem jedziemy do Ba  os de Santa Agua najpierw jednak śniadanie w pobliskim miasteczku są już pojedyncze bary otwarte szukamy czegoś dobrego jest restauracja są tubylcy więc warto wejść ryż z krewetkami bardzo dobre dużo krewetek ale też dużo ryżu za dużo nie da rady tego zjeść wracamy do auta długa droga ok. 3 godziny w końcu dojeżdżamy do Ba os ? 

Pierwsza atrakcja Pailon del diablo grieta al cielo można przetłumaczyć patelnia diabła szczelina do nieba przygotowania zabrać trzeba obowiązkowo kurtkę przez stragany przechodzimy bramę wejściową zaczynamy schodzić pozdrawia nas jakiś mężczyzna zaczyna się rozmowa idę razem z nim okazuje się, że właściciel opowiada historię jak ziemia przechodziła z rąk do rąk jak 14 lat przygotowywał to wszystko własnymi rękami przy pomocy rodziny kawał obszaru samo przygotowanie szlaku musiało dużo kosztować dalej historia skał widocznych jak na przekroju dawne koryto rzeki która płynie w dole na nim wulkaniczna skała powstała po wybuchu kolory skał pokazują temperaturę lawy potem strumień wypływający ze skały ok. 4-5 nad ranem woda jest letnia a normalnie jest zimna ciekawe zjawisko twierdzi, że pierwszy proboszcz parafii przychodził się tu kąpać właśnie ok. 4-5 nad ranem dochodzimy do budynku wszystko pięknie utrzymane czysto i elegancko wchodzimy bilet idę już sam moim kompani poszli szybciej dołączam do nich najpierw słychać szum potem czuć bryzę w końcu pojawia się on potężny wodospad woda spadająca z dużej wysokości sprawia że już człowiek jest mokry wychodzi słońce pojawia się tęcza trzy balkony pozwalają zobaczyć wodospad z różnych poziomów schodzimy wracamy do góry wydrążony w skale wiedzie tunel w górę wodospadu trochę ciasno ale dajemy radę ostatecznie wychodzimy z tyłu strumienia wody cały mokry ale doświadczenie niezapomniane wracamy na dole kolejna atrakcja most przewieszony nad rzeką buja się dość mocno z mostu piękne widoki na wodospad zdjęcia wracamy jest jeszcze drugie wejście od góry wodospadu nie tym razem 

Jedziemy do   Casa del arbol   8 km drogi pod górę stromą na wysokość 2660 m.n.p.m. domek na drzewie widok na góry i huśtawki wysuwające huśtanego nad przepaść kiedy zajeżdżamy zaczyna padać średnia przyjemność korzystania kiedy pada ale źle nie jest w sumie wesoło wracamy czas na jazdę do domu kolejne 4 godziny w aucie jest trochę ruchu ale w sumie idzie nieźle docieramy do Oyacoto siostra Rosa właśnie wyjeżdża siostra Sandra prowadzi spotkanie przygotowanie do chrztu to ten obiecany chrzest którego ma udzielić Padre Martin kolacja i czekamy na wolną kaplicę spotkanie kończy się po 20 Msza tylko klerycy i siostra Sandra Kompleta toaleta i trzeba nadrobić zaległości w pisaniu właśnie Toa znowu zaczyna koncert szczekania może jednak da dzisiaj pospać 

Dzień dwudziesty pierwszy, SOBOTA, 03.08.2019

Toa jednak ma kontrakt nie daje za wygraną szczeka od szóstej pobudka o 7.00 Jutrznia z siostrami śniadanie typowy poranek dzisiaj dzień na odpoczynek chwila nauki nowych słówek zabieramy się za sprzątanie pokoje łazienki salon zamiatanie mycie następnie nauka tym razem jestem nauczycielem Toa uczniem   nie ma spania ostatecznie Toa przenosi się na inną część podwórka zobaczymy czy lekcja przyniosła efekt 

Po godzinie dwunastej zbieramy się na Mszę w kościele w Oyacoto umawiamy się na 12.45 na wyjazd staje się rzecz niezwykła wręcz powiedziałbym niewiarygodna wyjeżdżamy 12.44 tyle czasu zapasu co ja z nim zrobię do kościoła nie wejdę bo się przyzwyczają że wcześniej przyjeżdżam żart oczywiście Msza w pierwszą rocznicę śmierci przychodzi cała rodzina robią sporo zamieszania w kościele w trakcie Mszy będą się jeszcze zbierać kazanie o miłosierdziu na koniec Mszy siostra przynosi wodę coś mam święcić ale o co chodzi pytam czy woda poświęcona kiwa głową, że tak nie daje za wygraną podchodzę pytam jeszcze raz nie jest poświęcona jest do poświęcenia i co mam święcić   tablicę nagrobną którą przynieśli do kościoła a którą po Mszy zabiorą na cmentarz dobrze teraz rozumiem 

Wracamy obiad przy obiedzie rozmowa jak uczcić Miłosierdzie Boże jak modlić się Koronką potem trochę żartów w rozmowie telefonicznej z siostrą Rosą brewiarz nauka słówek na 17.30 zaplanowana adoracja zaczynamy prawie punktualnie 30 minut wyciszenia trwania przed Najświętszym Sakramentem Nieszpory planujemy różaniec kiedy przyjeżdżają siostry z Marianas szukają telefonu zostają na kolację znowu w domu zapanował ruch dużo śmiechu żartów młodzieńcze ożywienie wyjeżdżają idziemy na różaniec mam złe doświadczenia wychodzenia poza ogrodzenie roi się od psów no i jakaś banda warczy na nas niebezpiecznie się zbliża bez pośpiechu oddalamy się ale trzeba wrócić uzbrojeni w kamienie gałąź wracamy jak   krzyżowcy z różańcem i bronią w ręku psy warczą szczekają ale się nie zbliżają wracamy do domu pogodny wieczór z kabaretami Kompleta czas na spanie w porównaniu do pozostałych spokojny dzień jednak potrzebny na odpoczynek kolejne zapowiadają się intensywniej 

Dzień dwudziesty drugi, NIEDZIELA, 04.08.2019

Edit do piątku zapomniałem napisać w czasie drogi zatrzymuje nas policja do rutynowej kontroli otwieram okno policjant prosi o dokumenty mam w plecaku na pace proszę jechać dalej takie zaufanie wzbudzam (oczywiście ostatnie słowa to żart)   

Zegarek nastawiony na 7.05 oczy otwiera mi szczekanie psów o 6.00 i już ciężko spać bo psia awantura przed bramą misji Jutrznia przyjeżdżają siostry z Marianas w czasie brewiarza wchodzi siostra Lenka czekamy na was z obiadem podchodzę tłumaczę że wczoraj się umówiliśmy na obiad z rodzicami Lucy Ekwadorki która mieszka w Polsce którą znam z Mszy hiszpańskich siostra mówi, że dobrze ale mina mówi, co innego teraz już ciężko to odkręcić okazało się, że dobrze, że nie odkręcałem śniadanie po dziewiątej wyjazd na Mszę 

Jedziemy do Quito drogę już znam na pamięć z siostrą Patrycja i Sandrą w drodze różaniec zajeżdżamy na miejsce nie ma nikogo jest 9.55 drzwi zamknięte po chwili przybiega jakaś kobieta otwiera drzwi w środku nic nie przygotowane zaczynamy przygotowania młody chłopak przynosi dużą kolumnę puszcza dźwięki dzwonów kościelnych ludzie zaczynają się schodzić zaczynamy 15 minut po czasie ale jest trochę ludzi w między czasie przyjechały siostry z Marianas Msza kazanie o przywiązaniu do rzeczy materialnych zwłaszcza do telefonów po minach i reakcjach trafiłem w sedno sprawa ich mocno dotyczy po Mszy podchodzą ludzie proszą o Mszę w sobotę 15 rocznica urodzin ustalamy termin zamieniamy się autami razem z Jarkiem i Pawłem wracamy do Oyacoto siostry jadą na obiad do Marianas niestety raz zmyliła mi się droga ale szybko się zorientowałem i naprawiłem błąd w Oyacoto chwila na odpoczynek naukę słówek 

Około 12.40 wyjeżdżamy z siostrą Rosą do San Miguel na kolejną Mszę tym razem pogrzebową wczoraj Padre Jimmy poprosił o pomoc tutaj najlepszym terminem na pogrzeb jest niedziela Senor Manuel 91 lat kiedy przyjeżdżamy kościół jest już pełny dużo ludzi w czwartej ławce stoi facet mielący gumę ręce założone zdaje się mówić   baw mnie trumna znowu z otwartym wiekiem ciało przesłonięte szybą zmarły wygląda jak mumia Msza kazanie o gromadzeniu bogactw w niebie dzisiejsza Ewangelia świetnie pasowała do kazania na koniec Mszy błogosławieństwo wody i ostatnie pożegnanie na cmentarz nie będę szedł po Mszy przychodzą rodzice z niepełnosprawną dziewczynką proszą o błogosławieństwo pojawia się też młody człowiek od razu wiem, że to brat Lucy i syn Senor Gustawo podobieństwo uderzające chce nas zabrać na obiad do domu rodziców proszę, aby pojechał z nami do Marianas bo muszę odwieźć siostrę Rosę i zostawić tam auto w Marianas przesiadamy się do samochodu marki Chery chińska produkcja Alan brat Lucy twierdzi, że bardzo dobre auto i dużo tańsze od zachodnich marek jedziemy do Quito w drodze rozmowa o mojej przygodzie z hiszpańskim studiach, które właśnie zakończył i przedwczoraj odebrał dyplom o wielu innych mniej istotnych sprawach 

Dom rodzinny w spokojnej dzielnicy zamożnej w drzwiach wita nas Pani domu wchodzimy czekają na nas przyjaciele właścicieli zaprosili ich, aby poznali gości z Polski małżeństwo z dwoma dorosłymi już synami bardzo sympatyczni kurtuazyjna rozmowa na rozpoznanie siadamy do stołu wspólna modlitwa na stole indyk choć myśleli, żeby zrobić cuy (świnka morska) ziemniaki ale jakieś inne niż w Polsce sałatki jedzenie pyszne rozmowa o sytuacji ekonomicznej Ekwadoru i Polski o pracownikach z Wenezueli i Ukrainy rządzie języku polskim polskich zwyczajach itd. po deserze babka oglądanie ogrodu cytryna jakieś drzewa intensywnie pachnące ładnie zadbany ogród zaproszenie do gry w ping-ponga jest oddzielne pomieszczenie ze stołem do gry gram z właścicielem wygrywa obok pokój z telewizorem właśnie na żywo leci mecz Catolica Barcelona ale tutejsza Barcelona nie ta z Katalonii po pierwszej połowie zasiadamy do stołu na wodę aromatyzowaną bardzo dobre jeszcze wiele tematów w końcu Alan ma samolot do Guayaquil gdzie mieszka i pracuje zabiera nas ze sobą bo mieszkamy po drodze na lotnisko dogadujemy sprawę planów wyjazdowych wspólne zdjęcie pożegnanie wracamy do Oyacoto 

Na podwórku auta nie ma jest przed osiemnastą dom zamknięty mam klucze pożegnanie z Alanem ustalenie gdzie są siostry czas planować powrót do Polski siostry wracają i już powstaje zamieszanie są tylko trzy nieraz mam wrażenie że mają dar nie bilokacji ale trylokacji w końcu zapraszam je na Nieszpory dzisiaj jakoś szybciej idzie bo zmęczone ustalenie jutrzejszych planów Nieszpory kolacja a przy kolacji opowiadanie o Chupacabra legendarnym zwierzęciu z wyglądu przypominającym połączenie kota królika kaczki i nie wiem czego jeszcze twierdzą, że nie potwierdzono nigdy jego istnienia ma żyć w krajach Latynoamerykańskich atakuje zwierzęta robi mały otwór i żywi się krwią jego wycie przypomina płacz dziecka siostry twierdzą że kilka lat temu zaczęły co noc umierać kury kaczki i słychać było zawsze jakby płacz dziecka koty których było dużo uciekały na noc do domu siostra Sandra, Rosa i Patrycja twierdzą, że widziały to zwierzę także niektóre dziewczęta widziały je dopiero kiedy siostry kupiły dużego psa zwierzę przestało przychodzić pokazuję siostrze Sandrze zdjęcie w Internecie ożywia się tak to, to zwierzę, które widziała ciekawe rzeczy kłamać nie miała po co Kompleta czas coś napisać i do spania bo jutro zaczynamy z samego rana   

Dzień dwudziesty trzeci, PONIEDZIAŁEK, 05.08.2019

Pobudka o 6.00 modlitwy z siostrami o 6.30 Msza o 7.00 ale trochę się wszystko opóźnia czyli tak jak zawsze śniadanie pakowanie czekamy na Senor John tatę jednej z Ekwadorek mieszkającej w Polsce umówieni na 9.00 jednak na 9.30 przyjeżdża pakujemy się do auta wyjazd w drodze rozmowy i kontrola policyjna tylko spojrzał na dowód dojeżdżamy do Otavalo 

Zajeżdżamy do miejscowości San Pablo w której znajduje się piękna laguna spacer po deptaku miejscowi Indianie grają w piłkę nożną chwilę się przyglądamy mocno wieje ściąga piłkę jedziemy na targ kolejne trochę mniejsze zakupy pani na stoisku winduje cenę   ja nie pierwszy raz jestem w Ekwadorze cena znacząco spada gdzie nauczyłeś się tak mówić po hiszpańsku tutaj w Ekwadorze sporo nam schodzi ale owocnie jedziemy na kolejną lagunę po drodze John tutaj jest wodospad to jedziemy na wodospad szukamy drogi dojeżdżamy do jakiegoś domostwa indiańskiego 10 minut drogi do wodospadu zostawiamy auto na piechotę po 20 minutach jest drogowskaz spotkani Indianie 10 minut stąd dochodzimy w końcu do wodospadu pięknie właśnie wtedy zdaje sobie sprawę że już tu byłem dwa lata temu kilka zdjęć miła bryza schodzimy ale drogą naokoło żeby przejść przez przewieszony most wracamy do auta jedziemy na kolejną lagunę ta laguna jest już w mieście Ibarra po drodze ukazuje się naszym oczom Imbabura góra u podnóża której znajduje się miasto potężna majestatyczna ale przyćmiewa ją wyłaniająca się kolejna góra Cayambe cała górna część pokryta śniegiem   potęga majestatu wjeżdżamy dość wysoko mocno wieje przy zdjęciach ciężko utrzymać telefon zjeżdżamy trochę niżej czas najwyższy na obiad   

Restauracje puste poniedziałek piątek, sobota, niedziela nie można znaleźć miejsca dzisiaj obsługa stoi i nawołuje zajeżdżamy do jednej z restauracji miła obsługa zamawiamy tilapię bardzo dobra dodatkowo empanada na słodko i kukurydza prażona z solą najedzeni zadowoleni jedziemy na deser John zabiera nas na lody kremowe ale tutejsze przy okazji oglądamy pobliski kościół lody pyszne oni je jedzą z pan de leche chleb z mleka mnie to nie smakuje albo lód albo chleb zbieramy się jedziemy do centrum Ibarry pięknie oświetlona już po zmroku miasto bardzo spokojne nie ma zbyt dużo ludzi zadbane kręcimy się po centrum kilka zdjęć w trakcie drogi pytam, czy orzeźwimy duszę   cervesita John reaguje bardzo energicznie uśmiech od ucha do ucha lody przełamane wizyta w markecie jedziemy na miejsce noclegu dom jego szwagra mieszka teoretycznie sam w dużym domu przywitanie Jose jest wykładowcom na uniwersytecie ale oprócz niego wita nas jakaś pani nie dopytuje kto to jest przygotowana kolacja siadamy do stołu pierwsze zapoznanie po posiłku to może trzeba ochłodzić się zaczynają się rozmowy o polityce Ekwadoru polskich zwyczajach polskim jedzeniu o problemach w jednym i drugim kraju oczywiście o języku polskim i jego nienauczalności jest po 23 czas na spanie wchodzę do przydzielonego pokoju z łazienką odkręcam kran i tylko szum powietrza oznajmia, że nie ma wody wychodzę zapytać czy wszędzie nie ma wody niestety nie ma bo zakręcają na noc nie pada deszcz i są braki wody więc dzisiaj brudny idę spać pierwszy raz od lat nie pamiętam ilu 

Dzień dwudziesty czwarty, WTOREK, 06.08.2019

Pobudka o 7.00 na szczęście jest woda można się umyć śniadanie już przygotowane jajecznica i empanada bardzo syte zwiedzamy ogród Jose zbieranie zajmuje więcej czasu, niż przewidywaliśmy zamiast o 8.00 wyjeżdżamy prawie o 9.00 jedziemy na kolejną lagunę Cotacachi kiedy przyjeżdżamy prawie nikogo nie ma dość zimno rejestrujemy się parking zakup biletów na łódkę czekamy chwilę na sternika w końcu płyniemy na środku jeziora/laguny trzy wyspy ponad nimi dumnie się wznosi Cotacachi przepiękna góra pokryta lodem na wierzchu co jakiś czas szczyt przesłania chmura układa się to w piękne pejzaże wiatr silny więc sporo chlapie na szczęście wziąłem kurtkę widoki cudowne w pewnym momencie za plecami ukazuje się w całej okazałości Cayambe ona tutaj jest królową lodowiec pokrywa dużą część góry chlapać zaczyna coraz mocniej przy jednej z wysp zatrzymujemy się sternik/przewodnik udziela kilku informacji jesteśmy w kraterze wulkanu głębokość jeziora ok 200 metrów nie ma ryb żadnych zwierząt żyjących w wodzie są kaczki żywią się roślinnością na wyspy już wchodzić nie można pozostała na nich cała infrastruktura sprzed lat kiedy na wyspach było życie teraz wszystko zarosło Ministerstwo Środowiska postanowiło zrobić tu rezerwat na wyspach spod roślinności widać skałę wulkaniczną   

Wracamy chlapie bardzo mocno cali mokrzy docieramy do brzegu w cenie biletu gorąca herbata aromatyzowana John woła mnie z butelki od Coli dolewa mi biały płyn nie jest to woda   na rozgrzanie zaczyna się śmiać świeci piękne słońce wieje wiatr szybko można wyschnąć idziemy na szlak prowadzi dookoła laguny na ścieżce najpierw zegar słoneczny dobrze pokazuje godzinę potem zegar księżycowy nie jesteśmy teraz w stanie powiedzieć czy się aby nie śpieszy punkt składania ofiar indiański prysznic w końcu nieczynne schronisko zatrzymujemy się na dłuższą chwilę podjeżdża radiowóz policjanci robią zdjęcia laguny podchodzimy robię sobie z nimi zdjęcia wywiązuje się rozmowa jadą na szczyt zaraz koło Cotacachi sprawdzić anteny jedne należą do nich inne do wojska żeby zapewnić odpowiedni sygnał urządzenie warte jest milion dolarów oni w swoją stronę my w swoją wchodzimy na najbliższy szczyt piękne widoki mało chmur z jednej strony Cotacachi z drugiej Cayambe można tu siedzieć i kontemplować w nieskończoność trzeba jednak wracać 

Schodzimy decyzja jedziemy na obiad chłopaki postanowili spróbować Cuy (czyt. kłi)   no to musimy wrócić do miejscowości pod Ibarrą światowa stolica cuy zastanawiam się czy pisać co to jest cuy   ekwadorski przysmak świnka morska zajeżdżamy do jednej z restauracji już na ścianach rozwieszone są zdjęcia serwowanych dań trochę dla nas szokujące zamawiamy połowę cuy dla każdego podane bardzo szybko podane ze wszystkim głową znaczy połową głowy nogami wnętrznościami wszystko co się je złe nie było ale ciężko się je i jakiś taki dyskomfort psychiczny John zjadł wszystko ja część zostawiłem nie dałem rady w sensie za duże to było dla mnie wracamy do domu   

Droga mija szybko w 1,5 godziny wracamy do Oyacoto pożegnanie podziękowania w domu trwają rekolekcje w ciszy wita nas Leyban   na maksa znudzony nasza obecność to zapowiedź że coś się będzie działo czas na odpoczynek na 18.30 zaplanowana jest Msza rekolekcje prowadzi ksiądz Włoch pracujący w Ekwadorze punktualnie zaczynamy Mszę z Nieszporami kazanie najpierw cisza potem przemyślenia uczestników Mszy w końcu kazanie po Mszy kolacja w ciszy chwila przerwy i kompleta czas zbierać się do spania jakoś dziwnie jestem zmęczony jutro kolejne emocje kolejny wyjazd 

Dzień dwudziesty piąty, ŚRODA, 07.08.2019

Ranne wstawanie dopiero o 6.30 Jutrznia wspólna w czasie drugiego psalmu siostra każe nam wziąć przygotowane kartki i modlić się za sąsiada z lewej Paweł siedzi obok mnie tłumaczę mu co ma zrobić coś źle zrozumiał zamiast za mnie modli się za siebie zabawnie śniadanie jestem koło pralni Magda prosi o pomoc z pralką dziewczyny śmieją się że facet będzie je uczył prać ale po wszystkich czynnościach przygotowawczych stwierdziły, że dobrze, że zapytały   Mamusia nauczyła mnie wielu przydatnych rzeczy: pranie, prasowanie, cerowanie/zaszywanie dziur zrobiły wielkie oczy czas na przygotowanie odprawiamy Mszę sami przychodzi jedynie Yelena, Susanita i Leyban według planów dzisiaj wyjeżdżamy popołudniu po Mszy brewiarz potem czas na trochę snu i naukę   

Obiad czekam na informację od organizatora wyjazdu nic się nie pojawia zdążyłem się spakować informacja przychodzi po 16.00 organizator zmienił plany całkowicie zapomniał nam tylko o tym napisać to się można rozpakować Leyban wyciąga mnie na zabawę   autami konkurencja czyj resorak wjedzie w narysowany okrąg przegrywam trzykrotnie 

Siostry kończą medytację można wyciągnąć piłkę z Jarkiem, Yeleną i Leybanem gramy w piłkę można się zgrzać i złapać zadyszkę pomimo tak długiego czasu organizm ma nadal problemy z funkcjonowaniem Msza druga dzisiaj z Nieszporami kolacja Kompleta taki trochę stracony dzień na koniec dnia pisze na fb jedna z uczennic nawiązuje do kazania z Mszy na zakończenie colegio coś trzeba będzie odpowiedzieć 

Dzień dwudziesty szósty, CZWARTEK, 08.08.2019

Dzisiaj trzeba opuścić łóżko o 6.00 modlitwy o 6.30 Jutrznia ze wszystkimi siostrami śniadanie trzeba się posilić przed dzisiejszym dniem o 9.00 Msza w tym samym składzie co wczoraj krótkie kazanie na wyjazd umówieni jesteśmy na 10.00 po Mszy chwila na przygotowanie przed 10 wiadomość spóźnimy się ok. 30 minut jesteśmy w drodze 10.30 10.40 10.50 11.00 są pan Gustaw z żoną i synem Alanem są szalenie sympatyczni więc ciężko się na nich gniewać pytam gdzie jedziemy i czy to ma sens zapewnia mnie, że droga to godzina czasu pozwalam sobie nie zgodzić się z tą opinią razem z żoną przekonują mnie, że to tylko godzina drogi auto marki Chery pięcioosobowe ja naliczyłem nas sześcioro może jednak słaby jestem z matematyki no cóż jednak okazuje się że będzie nas siedziało czworo z tyłu ale zabawa no, ale niby godzina jedziemy po 50 minutach drogi zatrzymujemy się w jakimś barze trzeba coś kupić na wspinaczkę pani za ladą twierdzi że do schroniska to tylko godzina stąd aha jedziemy w miasteczku szukamy drogi do szlaku minęło kolejne ponad 30 minut zatrzymujemy się, żeby zapytać kierunek wskazany ile czasu do schroniska około 1,5 2 godzin bo droga nie jest zbyt dobra zabawa zaczyna się rozkręcać jedziemy pod górę droga na razie dobra jednak szybko się kończy najpierw droga typu   kocie łby potem konstruowany odcinek drogi a potem pod górę po piachu błocie i kamieniach docieramy do punktu rejestracyjnego rejestracja do sosen jest kiepska droga a potem jest lepiej do sosen była kiepska droga fakt kilka razy trzeba wysiąść żeby pokonać dziurawą drogę kawał przejść do góry mijamy sosny i droga jest jeszcze gorsza dziury jeszcze większe szczyt góry spowijają chmury szybko się przesuwają więc jest nadzieja karuzela wsiadania i wysiadania trwa w końcu trochę prostego i w miarę równego terenu ale to tylko chwila znowu się drapiemy pod górę w pewnym momencie czuć smród bądź hamulców bądź sprzęgła czy jedno czy drugie jeśli się tu zepsuje to jesteśmy uziemieni na długo proponuję zawrócić ale jeszcze tylko kawałek drapiemy się znowu do góry w pewnym momencie auto staje za rzadkie powietrze nie da się dalej zostawiamy auto na zakręcie w bezpiecznym miejscu   

Czas na drogę na pieszo docieramy do zakrętu za nim pojawia się ona Cayambe wulkan nieczynny bardzo łagodny wysokość 5790 m.n.p.m. potęga góry przytłacza zdjęcia nasi towarzysze docierają do nas my idziemy wyżej oni twierdzą, że zostają po jakimś czasie słyszymy auto skrobie się pod górę Jarek łapie stopa kierowca się zatrzymuje w środku z 10 osób pakujemy się na pakę tam trzy osoby nasi znajomi jedziemy do góry Mazda 2,6 silnik ponad 100 koni ma chyba ze 20 lat ale zabiera nas, aż do schroniska niesamowite wytrzepało nas na drodze za wszystkie czasy ale dojechaliśmy aż zrobiłem jej zdjęcie przy schronisku wieje bardzo mocno oddychać się nie da zdjęcia wchodzimy do środka herbata spotykamy jakiś ludzi ze Szwajcarii z Lugano i Zurychu rozmowa zdjęcie we trzech wyruszamy do granicy lodowca droga niezbyt wymagająca dużo śniegu a raczej lodu docieramy do granicy lodowca przy lodowcu zdjęcia przypuszczalna wysokość ok. 4800 metrów potęga tej góry przytłacza mamy piękną pogodę idealną do ataku szczytowego niestety brak sprzętu kontemplacja góry schodzimy towarzyszy nam jakiś czarny pies który pojawił się nie wiadomo skąd docieramy do schroniska kolejna herbata choć bez koki i czas wracać pan Gustaw załatwił, że kierowca zwiezie nas do auta w drodze opowiada o swojej pracy jest jej dużo przywozi i odwozi turystów w Zakopanem zamknęli drogi żeby końmi ludzi wozi tutaj zrobili drogę której nikt nie przejedzie 

Docieramy do auta droga powrotna kolejne godziny w czwórkę z tyłu po wybojach dziurach choć teraz idzie łatwiej w pewnym momencie gdy już jesteśmy daleko góra pokazuje się w całej swojej wielkości piękna w końcu asfalt zajeżdżamy na jakiś obiad kurczak ryż sałatka jarzynowa i gorąca czekolada wracamy do Oyacoto w drodze rozmowa o polskiej historii zaborach niepodległości 

Rozstanie umawiamy się na jutro ale będziemy jechać busetą jest wygodniejsza czas na kąpiel wychodząc z kuchni spotykam Padre prowadzącego rozmowę wywiązuje się rozmowa jest rektorem seminarium w Ibarra jest wspólny temat dłuższa rozmowa o problemach kłopotach tutejszym duchowieństwie jednak pewne rzeczy są takie same bez względu na długość czy szerokość geograficzną kąpiel modlitwa czas coś napisać i spać 

Dzień dwudziesty siódmy, PIĄTEK, 09.08.2019

Regeneracja sił po wczorajszym dniu do godziny 7.00 obudziłem się trochę wcześniej gdzieś koło 5 ale   dospać zawsze można toaleta modlitwy indywidualne śniadanie na 8.00 jesteśmy umówieni na wyjazd nasi znajomi ci sami, co wczoraj przyjeżdżają może 3 minuty po ósmej totalne zaskoczenie wyjeżdżamy busetą pożyczoną od sióstr 

Droga mija szybko rozmowy o wszystkim dojeżdżamy do ostatniej miejscowości przed Parkiem Narodowym zakupy spożywcze przed sklepem siedzą strażacy pan Gustaw zagaduje żeby wejść na górę potrzebne jest pozwolenie z Ministerstwa Środowiska hmmm w Polsce rozmawiałem z Ekwadorczykiem który organizuje wyprawy w góry w Ekwadorze twierdził, że nie potrzeba żadnych pozwoleń z nadzieją, że to nie prawda jedziemy dalej dwa lata temu też nas nie wpuścili z powodu braku pozwolenia 

Docieramy do pierwszego punktu kontrolnego pierwsza rejestracja zabierają mi kopię paszportu strażnik pyta o paszport czemu napisane   Rzeczpospolita Polska w trzech językach pyta mnie jaki jest numer mojego paszportu nie wiem, nie znam na pamięć to znaczy, że to nie jest twój paszport   muszę mu tłumaczyć że w Polsce się nie używa paszportów tylko dowodów osobistych nie pamiętam numeru paszportu bo go nie używam numer PESEL mogę powiedzieć z pamięci myślę, że nie wiedziałby co to PESEL zabiera kopię paszportu daje jakąś kartkę z mapą instruuje jak jechać jedziemy piękne widoki trochę chmur ale słońce pięknie świeci wiatr mocno wieje tak mocno że rowerzyści położyli się w trawie żeby przeczekać aż się uspokoi na drodze sporo ludzi zakręty dość długa droga w końcu zza zakrętu wyłania się ona dwa lata temu mieliśmy   cita de ciegos (randka w ciemno) obiecałem, że wrócę bo wtedy nie odsłoniła swojego oblicza dzisiaj pokazała całą swoją potęgę ANTISANA zobaczywszy można zrozumieć dlaczego ministerstwo wymaga pozwoleń zdjęcia jedziemy do laguny przy lagunie kolejna rejestracja ponieważ nie mam paszportu podaję numer PESEL okazuje się Ekwadorczycy znają na pamięć numery swoich kart identyfikacyjnych odpowiedników naszych D.O. przy schronisku jeden strażnik z obsługi powtarza i tłumaczy potrzebne pozwolenie na stronie Ministerstwa Środowiska 4-5 dni czekania na odpowiedź czyli tym razem też nie wejdziemy tłumaczy gdzie możemy pójść trudno nie tym razem ale jeszcze tu wrócę 

Wspinamy się na wzgórze przy lagunie  laguna duża miejsce znam już bardzo dobrze mijamy wycieczki szkolne gringo pada z ust jednego z chłopaków   tak, jesteśmy biali śmieję się do niego wspinaczka krótka i łagodna na szczycie wieje i chmury zakryły górę nie mamy szczęścia dużo ludzi dochodzą dwie grupy dzieci szkolnych zatrzymujemy się na szczycie czekamy na przejaśnienia choć nie nadchodzą od wiatru osłaniają krzaki grupa dzieci siedzi obok nas dziewczynki patrzą na nas i się śmieją zagaduję pytam czy pierwszy raz widzą białego tak jesteśmy atrakcją jak biały miś na Krupówkach czekamy jednak wiatr się wzmaga i zgania nas ze szczytu schodzimy w stronę laguny zaczęło padać wiatr wieje mocny deszcz zacina w twarz po jakimś czasie twarz mam zamrożoną schodzimy na dół możliwość dwóch dróg wybieramy tę przy lagunie niestety nigdzie nie napisali że to ślepa ścieżka dochodzimy do punktu łowienia ryb tablica koniec strefy łowienia ryb i ścieżka też się skończyła wracać       nie opłaca się pytam wędkarza czy można dalej można jest coś co przypomina ścieżkę ruszamy na początku łatwo potem trudniej szukam ścieżek zajęcy jest tu ich od zatrzęsienia ścieżki wyznaczają ich odchody droga dość długa dwie skarpy które trzeba pokonać wśród traw krzaków po dobrych 30 minutach jest światełko w tunelu pojawia się na horyzoncie tablica i są ludzie na punkcie widokowym dotarliśmy bałem się, żeby nam mandatu nie wlepili w zanadrzu miałem wytłumaczenie że odkryliśmy prastary zajęczy szlak wracamy do auta Droga powrotna spokojna oddają paszport wracając zajeżdżamy do przydrożnej restauracji obiad i powrót do Oyacoto pożegnanie pan Gustwa z żoną zapowiadają przyjazd na lotnisko chcą się pożegnać i coś przekazać dla córki odjeżdżają przed domem siedzi zagniewany Leyban niczym nie da się przekupić żeby zmienić nastrój co się stało   nikt nie wie on chyba też nie prysznic kaplica brewiarz na koniec brewiarza za oknem odgłosy kurczaków wychodzę z kaplicy podążam tropem docieram do kurnika siostra Rosa i 150 kurczaków klerycy w między czasie targają lodówkę i jedzenie dla kurczaków pomagam dziewczynom do Mszy zostały jakieś 4 minuty takie ćwiczenia duchowe w ramach przygotować do Eucharystii schodzimy do kaplicy ostatnia Msza rekolekcyjna ona oficjalnie kończy rekolekcje połączona z Nieszporami po Mszy kolacja rozmowa z Padre Antonio o Polsce Włoszech zwyczajach i wielu innych rzeczach po kolacji siostry mają spotkanie podsumowanie czasu rekolekcji my odmawiamy Kompletę jeszcze obowiązek pisania i czas spać jutro zapowiada się także intensywny dzień   

Dzień dwudziesty ósmy, SOBOTA, 10.08.2019

Nie śpię już po czwartej nie wiem czemu pobudka o 6.00 Jutrznia z częścią sióstr śniadanie siostra Lenka jedzie do Marianas razem ze siostrami my mamy dojechać jakieś półgodziny później czyli spokojnie godzinę mamy czas na zorganizowanie się z klerykami wyjeżdżamy przed 9.00 wspinając się po drogach Calderonu podziwiamy Cayambe przepięknie odsłonięta przez chmury w Marianas wymieniamy auto jedziemy do Quito 

Razem z nami jadą też siostra Eli Yelena i Tanita my na sklepy one, żeby kupić materiał w samej stolicy ruchu nie ma dzisiaj jest święto rocznica Niepodległości Ekwadoru ulice zasadniczo puste jednak na rondzie ze skrajnie lewego pasa kierowca zdecydował się skręcać w prawo wyjechał mi prosto przed maskę przeciął trzy pasy i jeszcze do tego trąbił do zderzenia zabrakło milimetrów zajeżdżamy pod targ dziewczyny idą szukać materiału my wchodzimy w targowe stragany zakupy breloczki figurki portfele bluzki poncza kieliszki magnesy wszystko z logo lub motywami z Ekwadoru schodzi nam ponad godzina ceny jak w Otavalo uzależnione od koloru skóry po chwili rozmowy i wykazaniu rozeznania w sprawie cena mocno spada w kilku sklepach drobne zakupy siostra Lenka dzielnie nam towarzyszy ma dużo cierpliwości ciągle ktoś zaczepia proponuje zachęca potrzebujesz czy nie kup w końcu koniec zakupów wracamy do auta dziewczyn jeszcze nie ma siostra dzwoni raz, drugi, trzeci ostatecznie umawiają się w centrum jedziemy trzykrotnie objeżdżamy ulicę bo zatrzymać się nie ma gdzie dopiero za trzecim razem docierają Yelena chce jeszcze coś kupić dla taty jedziemy na jakiś plac parking czekamy zatrzymaliśmy się przy lodziarni warto skorzystać pyszne lody kupiłem drugiego 

Pojawiają się dziewczyny wracamy do Marianas teraz już bez ekscesów na drodze w Marianas obiad kawa czas wracać do Oyacoto w domu chwila na odpoczynek i ogarnięcie siebie siostra Sandra tłumaczy mi jak wyglądają tutejsze zwyczaje na 16.00 mamy być pod piekarnia zabieramy wszystkie rzeczy wyjazd po drodze zabieramy kościelnego gitarzystę przy piekarni czeka już pani musi chwilę dłużej poczekać pod kościół i z powrotem jedziemy do domu czekającej pani na poświęcenie nowego domu czekamy chwile zjeżdża się cała rodzina dość ich sporo wchodzą witają się patrzą na mnie jakby pierwszy raz w życiu białego księdza widzieli który mówi w ich języku wyrazy twarzy kapitalne błogosławieństwo wody błogosławieństwo mieszkania i pokropienie jeden facet ucieka zaczynamy się śmiać wiadomo, kto się boi święconej wody żart żegnamy się czas jechać na Mszę jedziemy do Quito na   misyjny teren na którym co niedzielę odprawiam Mszę nie ma ruchu więc przyjeżdżamy dużo wcześniej ok. 16.50 Msza umówiona na 17.00 kiedy stajemy właśnie nadchodzą dziewczyny jedna z nich właśnie skończyła 15 lat to czas na wielką fiestę przechodzi z okresu dziecięcego w młodzieńczy odpowiedzialny to przejęte od Indian czekamy wszystko zamknięte Nieszpory polsko hiszpańskie czekamy zjeżdżają się ludzie ktoś otwiera pierwszą bramę coraz więcej ludzi ubrani jak na wesele czekamy przyjeżdżają rodzice siostry Fatimy razem z siostrą wywiązuje się rozmowa mama 3 lata w zakonie tato 4 lata w seminarium aż pachnie od nich formacją ludzie bardzo uduchowieni i bardzo pokorni z uśmiechem na twarz 

W końcu ktoś otwiera sale wszystko przygotowane nie brakuje obrusu na ołtarzu ktoś poszedł szukać a jak duchowo   pytam 15-latke czy potrzebuje spowiedzi no tak spowiedź gdzieś za winklem to jeszcze jedna osoba do spowiedzi zaczynamy Mszę procesja weselna jakiś młody chłopak z wielkim czymś w uchu wprowadza dziewczynę za nią chyba z 5 par   druhowie ludzi dużo zamieszanie szum trochę mniej chyba chodzą do kościoła bo im się zapomniało kiedy się siedzi, a kiedy stoi zaczynamy Msza kazanie o sianiu i zbieraniu kiwają głowami czynnie biorą udział w kazaniu na koniec Mszy błogosławieństwo dla bohaterki dnia i błogosławieństwo BUTÓW tak butów na obcasie to właśnie tłumaczyła mi siostra Sandra to bardzo ważny moment chłopak, który ją wprowadzał zdejmuje jej płaskie buty i zakłada na obcasie ogólne poruszenie i wzruszenie płakali !!! jak jej zdejmowano i nakładano buty pokropienie ludzi wodą tutaj się kropi KWIATKIEM takie naturalne kropidło za słaby kwiatek są reklamacje pierwszy raz mi się zdarzyły zazwyczaj nie oszczędzam na wodzie święconej kończymy wychodzą na zewnątrz zdjęcia ogólne zamieszanie zapraszają na posiłek ale nam czas wracać żegnamy się z rodzicami Fatimy małe   regalito duży naprawdę duży medalik św. Benedykta wracamy do Oyacoto w drodze siostra Patrica opowiada o księżach pracujących w parafii ksiądz z Hiszpanii wyzywał ludzi w czasie Mszy kazał tłumaczyć przeczytane czytania w końcu ludzie z Santa Anita zamknęli kościół nie wpuścili go pojechali do biskupa i zmienili opowiada też o pięknych przykładach księdzu z Korei ludzie go uwielbiali był z nimi 24/7 i oddał wszystko co miał kiedy biskup zabrał go na parafię ludzi bogatych wytrzymał tam kilka miesięcy poprosił o zmianę do dzielnicy biedy 

W Oyacoto siostry wyjechały siostra Sandra pojechała do domu ma czas urlopu zostaliśmy z siostrą Rosą i Patricią pusto co będzie jak my wyjedziemy   odpoczną kolacja Kompleta czas przygotować się na jutro i do spania 

Dzień dwudziesty dziewiąty, NIEDZIELA, 11.08.2019

Noc zakończona o 7.00 na modlitwach spotykamy się tylko z siostrą Patricą siostra Rosa się rozchorowała już wczoraj narzekała, że ją boli całe ciało w połowie brewiarza wchodzi Michael szeptem rozmawia z siostrą siostra wychodzi kontynuujemy sami po hiszpańsku pod koniec siostra wraca śniadanie trzeba sobie zrobić samemu ale są świeże jajka moje ulubione na miękko pierwsze za krótko trochę gotowałem choć i tak długo na tej wysokości wszystko gotuje się dłużej pozmywać i czas się zbierać 

Wyjeżdżamy po 9.00 ponownie droga do misyjnej części Quito kiedy przyjeżdżamy brama otwarta ale pomieszczenia zamknięte czekamy pojawiają się klucze pytam kto do spowiedzi początkowo nie ma chętnych siostra Lenka która przyjechała z siostrami z Marianas tłumaczy to też wina księży odzwyczaili ludzi od spowiedzi w końcu pojawia się pierwsza ochotniczka przykład pociąga znajdują się następni co cieszy młodzi spowiadam ok. 10 osób to naprawdę dużo Msza się opóźnia ale cel osiągnięty rzeczywiście widać zaniedbania duszpasterskie Msza dużo ludzi dwa razy tyle co tydzień temu kazanie mówię o tym, żeby się nie bać także sakramentów na koniec Mszy żegnamy się zapraszam ich za tydzień ale z nowym księdzem lepszym zaczynają się śmiać po Mszy wiele osób podchodzi podziękować wychodzę na zewnątrz zaczepiam siedzących starsza pani pyta o chrzest dla jakiś znajomych jasne, że tak ale z nowym padre pytają kiedy wracam możliwe że w maju za rok jeszcze sporo życzliwości wyjazd wracamy do Oyacoto tam za chwilę następna Msza   

W domu chwila na wytchnienie ok. 12.40 pojawiają się uczestnicy kolejnej Mszy jakie jest moje zdziwienie dużo przed czasem przyjechali na spowiedź w oddzielnym pokoju ok. 7 osób wyspowiadanych potrzebowali tego wchodzę do kaplicy zachęcam do spowiedzi znajdują się jeszcze 3 osoby owocnie Msza z opóźnieniem najpierw trzeba ustalić kto jest kto dwóch chłopców do chrztu ok. 10 lat kuzyni cała rodzina się zjechała pełna kaplica podane jedno imię nauczony doświadczeniem pytam czy mają tylko jedno imię nie dwa jeden i drugi no to muszę ochrzcić tak jak jest napisane w dokumentach zaczynamy miny ponure na wstępie chrzest to radosne wydarzenie ale chyba nie w Ekwadorze śmiech rozluźniona atmosfera kazanie o obowiązku przekazywania żywej wiary chrzest siostra Sandra dała taką polewaczkę że nijak się nie nadawała zmoczyłem ubrania chłopaków ale byli dzielni kończymy Mszę sesja zdjęciowa z Padrecito opowiadam im historię z Antisany jak dziewczynki pierwszy raz zobaczyły białego człowieka mówię, że czuję się jak biały miś atmosfera radości żegnają się wychodzą nikt nie zaprasza co za ulga nie trzeba odmawiać jednak na podwórku spotyka mnie mama jednego z ochrzczonych zaprasza nie da się odmówić jedziemy dwa chrzty dwie imprezy w dwóch domach obok siebie zatrzymujemy się i wchodzimy do tego na dole właścicielka tego domu mnie zapraszała nagle pojawia się siostra Sandra wyciąga mnie z domu najpierw do tego na górze dlaczego   bo tam jest pierwsze danie na dole drugie obiecuje właścicielom, że wrócę idziemy na górę a tam dopiero trwają przygotowania dmuchają balony wieszają napisy nie zanosi się na szybkie podanie jedzenia trochę siedzimy trochę gadamy ale przede wszystkim podziwiam widoki domy są na wzgórzu skąd cudownie widać góry otaczające Quito i Cotopaxi która właśnie wyłoniła się spośród chmur cudowne widoki oni na to w ogóle nie zwracają uwagi czekamy z dobre 30 minut w końcu proponuje, żebyśmy zeszli na dół bo tam było wszystko gotowe tutaj wrócimy już mam to zakomunikować właścicielowi kiedy zaprasza nas na zupę siadamy do stołu bardzo dobra zupa po zupie wchodzi drugie danie moje oczy były większe niż 5 złoty kiedy zobaczyłem porcję którą mi postawiono przed nos dwa dni chyba będę to jadł dobre serce siostry Sylwii która siedzi przy mnie i zamieniamy talerze resztę, którą Padre nie zje, załadują do reklamówki wyjaśnia siostra Sandra cały czas przewija się temat Chupacabry zjadłem połowę więcej nie dam rady przynoszą pojemniki do spakowania w miedzy czasie wnoszą głośniki będą tańce żegnamy się 

Schodzimy siadamy i podają zapowiadane drugie danie tak samo wielkie jak w poprzednim domu wciskam tylko trochę żeby nie zrobić przykrości gospodarzom chwila rozmowy czas wracać pakują jedzenie do reklamówek pożegnanie mama ochrzczonego prosi o Pierwszą Komunię dla niego zapowiada, że muszę na niej być może w maju przyszłego roku pakujemy się do auta każdy po dwie porcje jedzenia w rękach trzeba jechać ostrożnie wracamy do Oyacoto po drodze w Santa Anita zostawiając siostrę Sandrę i Sylwię dzisiaj kolacji już jeść nie będziemy może jutro śniadanie brewiarz czas chwilę odpocząć 

Dzień trzydziesty, PONIEDZIAŁEK, 12.08.2019

Ustaliliśmy godzinę pobudki na 7.00 o 7.30 zaczynamy modlitwy jest 7.40 i sióstr nie ma idę do kuchni   już idziemy, tylko zdjęcia trzeba wysłać wspólna Jutrznia śniadanie przy śniadaniu wywiązuje się rozmowa siostra Rosa opowiada o różnych historiach życia dzieci, które są/były w szkole także o tych które zdążyłem spotkać o rodzicach, którzy nie interesują się potomstwem o wujkach, którzy molestują na marginesie mama nie zgłosiła sprawy na policję może lepiej nie pisać co powiedziała mama to co opowiadała siostra wgniata w fotel Bogu dzięki, że siostry są i troszczą się o tych małych ludzi   

Dzisiaj dzień gospodarczy przychodzą robotnicy będą malować balustradę naprawiać pokoje malować je natomiast my sprzątanie kaplicy sprzątanie domu pokoju łazienek salonu ostatnie pranie i czas zacząć przygotowywać rzeczy do spakowania trochę tego jest trzeba to dobrze, strategicznie rozplanować część rzeczy przygotowuję z częścią nie wiem co zrobić jakoś to będzie chwila na naukę na odpoczynek w między czasie pojawiają się jacyś ludzie co chwilę, ktoś coś chce siostra Patrcia przypomina sobie że nie zapłacili za Internet trzeba skombinować pieniądze siostra Rosa dzwoni do znajomego żeby zapłacił bo pieniądze docierają ok. tygodnia żeby nie wyłączyli Internetu bo wtedy trzeba zapłacić trzykrotną cenę 

Obiad wchodzę do kuchni jacyś ludzie siedzą już za stołem okazało się, że to jacyś znajomi przyjechali wymienić gaśnice w całym obiekcie w czasie jedzenia decyzja jedziemy do Quito do marketu trzeba jeszcze zrobić zakupy a lepiej nie odkładać tego na jutro Pan Bóg raczy wiedzieć co się wydarzy dochodzi druga mamy czas do szesnastej bo o 16.00 dla naszego auta zaczyna się pico i placa czyli auta o określonych numerach rejestracyjnych nie mogą wjechać do Quito ma to na celu ograniczenie ruchu i zmniejszenie korków mandat 80 dolarów czy będzie wyścig z czasem   towarzyszy nam Susanita wsiadamy do auta czuje jak coś mi zostaje na rękach wylał się olej w czasie drogi cała kierownica tablica rozdzielcza klamki wszystko w oleju no to najpierw sprzątanie już jesteśmy w aucie biegnie siostra Rosa czy padre może jutro odprawić pogrzeb o 14.30 może i jak mówiłem lepiej nie odkładać nic na później w końcu wyjazd jedzie się szybko bez problemów docieramy do marketu zakupy bez większych problemów Susanita służy radą i pomocą wracamy jesteśmy w domu chwilę po trzeciej męskie zakupy wchodzimy wiemy, co chcemy kupujemy wychodzimy 

Czas na modlitwę odpoczynek dopiero na 18.00 jesteśmy umówieni na Mszę o 18.00 Nieszpory czekamy na przyjazd siostry Lenki oczekiwanie się przedłuża siostra z ekipą przyjeżdża po 19.00 Msza z kazaniem mocno mi nie idzie wiem co chcę powiedzieć ale jakoś się nie składa nawet jakbym mówił po polsku byłoby to samo Duch Święty jednak ma swoje drogi całe szczęście 

Kolacja jeszcze tylko trzeba do piekarni po chleb wszystko przygotować obrać papje nastawić naczynia i tym podobne przy kolacji wesoło po kolacji siostra Lenka zabiera domowników z Marianas jadą na modlitwy za zmarłą kuzynkę siostry Eli to ją jutro mam żegnać czas na kąpiel pisanie i spanie 

Dzień trzydziesty pierwszy, WTOREK, 13.08.2019

Edit do poniedziałku w sobotę proboszcz San Miguel Padre Jimmy mówił, że nie ma zmiany w poniedziałek siostra Lenka rozmawiała z wikariuszem generalnym jest zmiana przychodzi nowy proboszcz w tej parafii tylko ksiądz z Korei i Padre Juan Diego wytrzymali 4 lata pozostali byli tylko rok ludzie w San Miguel są bardzo trudni 

Pobudka o 6.00 jakiś senor uporczywie stuka w bramę przyjechali pracownicy rodzice uczniów postanowili wybrukować kawałek terenu przy szkole wjeżdża minikoparka siostra Sandra zapomniała przekazać, że przyjadą siostry o niczym nie wiedziały wstajemy dopiero o 7.00 ok 7.20 przyjeżdża siostra Lenka zabiera siostrę Rosę do lekarza siostra cierpi na pewne schorzenie poprzedni lekarz powiedział, że jak będzie boleć to żeby na ostry dyżur jechać operacji nie zrobi bo nie ma miejsc a siostra może to przypłacić życiem chcą skonsultować się z kimś innym Jutrznia my i siostra Patricia w czasie modlitwy przyjeżdżają majstrowie malować i naprawiać pokoje w internacie śniadanie w czasie jedzenia siostra opowiada historię dziewczyna 14 lat zakochana w jednym chłopaku na przerwę w nauce zamiast do domu jedzie do chłopaka babcia o niczym nie wie zgłasza siostrom zaginięcie prawda zawsze wychodzi siostry podejrzewają gdzie jest dzwonią mama twierdzi, że nie ma nikogo Padre Juan decyduje jedziemy w czwórkę jadą do tego domu dwoje od frontu dwoje od tyłu żeby nie uciekła mama robi awanturę ale pozwala szukać bo siostra Sandra jest jej chrzestną więc ma prawo jest za łóżkiem w kącie ukryła się ciężko było znaleźć wyciągnięta za włosy mama wykręca numer na policję siostry stoją i czekają wpatrzone w nią   coś przerwało połączenie mówi mama zabierają dziewczynę do domu na następny dzień matka chłopaka z całą piątką dzieci które chodzą do szkoły u sióstr przychodzi, żeby ich wypisać otrzymuje dokumenty w wielką wdzięcznością że zabiera chłopaków ubliża Padre Juan grozi doniesieniem do ministerstwa do kurii i na policję nota bene nie płaciła na szkołę mija jakiś czas dzień zapisów do szkoły przychodzi jakby nic się nie stało prosi o zapisanie dzieci do szkoły Padre Juana o błogosławieństwo siostra mówi jej że przecież ich wypisała ja Ja nigdy nic takiego nie mówiłam rewelacja 

Po śniadaniu czas na odprawę wszystko załatwione ale tylko elektronicznie bo drukarka u sióstr nie działa zresztą przysłali bilety na maila chłopakom trzy mi tylko jeden jednak w wersji elektronicznego portfela mam wszystkie trzy 

Czas na pakowanie jak ja to zmieszczę       niby nie ma dużo rzeczy bo kupowałem ze świadomością że trzeba to jakoś przewieźć jednak wydaje mi się że przekroczyłem limit ciężaru zobaczymy 

Obiad dzwoni siostra Lenka siostra Rosa zostaje w szpitalu będzie miała dzisiaj operacje ok. 18-19 po obiedzie chwila na odpoczynek ale nie długa przychodzi siostra Patricia musimy wyjechać za 20 minut jest 13.10 bo siostra Rosa właśnie teraz ma operację zmienili termin i potrzebuje rzeczy nie ma drugiego auta siostra musi nas zostawić w San Miguel i jedzie do szpitala będziemy mieli godzinę do pogrzebu trudno zbieramy się wyjeżdżamy siostra wysadza nas przy moście do San Miguel spacerkiem przechodzimy most przechodzimy obok kościoła nie zauważywszy go po chwili wracamy na właściwe miejsce w kościele nie ma nikogo spokojnie odmawiam brewiarz już przynieśli trumnę są już ludzie ale pogrzeb o 14.30 jeszcze spowiedź też na dużym spokoju jest 14.15 Dawid młody kościelny czas zaczynać jak zaczynać jak jeszcze 15 minut nie pogrzeb jest o 14.00 jak o 14.00   trzy razy pytałem 14.30 patrzę na kościół zespół śpiewa wszyscy stoją i czekają pogrzeb 21 letniej dziewczyny kuzynka siostry Eli odebrała sobie życie zostawiła 5 letniego synka prawdopodobna przyczyna ojczym maltretujący mamę i ją albo mąż, który odszedł przyczyna śmierci też do końca nie znana stwierdzono powieszenie ale nie ma obrzęku na szyi za to jest jakiś ślad na plecach niewykluczony udział osób trzecich nikt jednak tego nie sprawdza dużo ludzi na Mszy kazanie o miłosierdziu Bożym 

Po pogrzebie my, siostra Eli, Estefi, Magda i Leyban wracamy do Oyacoto albo na piechotę albo łapiemy autobus lepiej na pieszo rusza wesoła kompania po drodze mijamy większe lub mniejsze stada psów niektóre szczekają niektóre przechodzą obojętnie my-faceci obstawiamy tyły a może bardziej liczymy na doświadczenie dziewczyn w starciu z psami w pewnym momencie napotykamy bandę może z 10 psów nie zauważają nas zajęte sobą po drodze idziemy na lody wracamy do Oyacoto spacer ok. 45 minut fajnie chwila przerwy Nieszpory wspólne po modlitwie kolacja przygotowujemy wspólnie po kolacji zabawy kalambury i kim jestem   jedna osoba wymyśla postać wszyscy zadając pytania próbują zgadnąć kim jest dana osoba ok. 21 wraca siostra Lenka i siostra Particia ustalenia na jutro pożegnanie czas na kąpiel nocne pisanie i do spania to był ostatni dzień na misji Siostra Rosa ma się dobrze ? operacja się udała ?

Dzień trzydziesty drugi, ŚRODA/CZWARTEK, 14/15.08.2019

Ostatnia pobudka bez udziału Toa toaleta kaplica czekamy na siostry z Marianas na 7.30 umówiona Msza przyjeżdżają siostra Lenka komentuje   Padre, jak zawsze spóźnieni już się przyzwyczaiłem Msza o św. Maksymilianie Marii Kolbem kazanie o nim psalm z godziny czytań pięknie się wpisuje we wspomnienie   włożyłem na głowę mocarza koronę, wyniosłem wybrańca z ludu warto poczytać o co chodzi z koronami w życiu o. Maksymiliana śniadanie ostatnie jajko na miękko które tutaj smakuje inaczej niż w Polsce czas na pakowanie przygotowywanie pokoju siostra Patricia jedzie załatwiać mleko siostra Lenka gdzieś pojechała Leyban mocno się nudzi zaczepia każdego z nas 

Na 12.00 obiad sióstr nadal nie ma mamy wyjechać o 12.45 a skoro nie ma sióstr nie ma aut o 12 zamieszanie w kuchni czyli jak zawsze w końcu siadamy do jedzenia pojawiają się siostry już spokojniejszy prezenty na pożegnanie różańce stuły z ekwadorskimi motywami cudne  a od Fatimy dostaję piękny krzyż czas się zbierać pakujemy się do auta cała ekipa z nami udaje się wyjechać o 13.00 na lotnisku nadanie bagażu chwila grozy czy nie trzeba będzie dopłacać plecak dość ciężki 24,5 kg. przeszło bez problemu pojawiają się rodzice Lucy pożegnanie ciężko przychodzi żegnać się czas idziemy na   przeprawę pierwsze przeszukanie dzisiaj chwila oczekiwania samolot lecimy już w domu mówiłem że niepokoi mnie wiatr turbulencje rzuca dość mocno do tej pory takiego czegoś nie przeżywałem kobieta przede mną w pada w histerię zaczyna mocno płakać uspokaja ją mąż potem już jest lepiej Panama 2 godziny oczekiwania i lecimy bez problemów siedzę obok pół Ekwadorki pół Chinki mieszkającej w Barcelonie ma hiszpański akcent ciężko ją zrozumieć bo mówi bardzo cicho bardzo sympatyczna szybko wywiązuje się rozmowa lot szybko mija bo z 11 godzin przespałem około 7 Frankfurt kilometry do przejścia dochodzimy do holu dzisiaj Uroczystość Wniebowzięcia N.M.P. nakazana trzeba Mszę odprawić zarezerwowaliśmy kaplicę na 14.30 tylko jak dotrzeć do tej kaplicy krążymy szukamy w końcu udziela nam informacji miła pani z obsługi znalezienie tej kaplicy graniczy z cudem ale wytrwałość się opłaca odnajdujemy miłe panie wszystko przygotowują na Mszy oprócz nas jest jakiś mężczyzna pytam czy mówi po hiszpańsku niemiecki, angielski, węgierski w wykazie nie ma hiszpańskiego więc Msza po polsku po Mszy chcemy wrócić do swojego gate  u trzeba jeszcze raz przejść odprawę to już 4 raz dzisiaj w tym dwa razy we Frankfurcie trzepią mój plecak bo jest powerbank i e-book przeszedłem tyle kontroli nawet niemieckich nie było problemu teraz jest problem w końcu gate chyba zmienili samolot lot opóźniony zaczyna nam uciekać czas lądujemy 18.25 wydanie bagażu napisali 18.59 na szczęście udaje się szybciej chwila napięcia czy są bagaże są zdążyli przepakować czas się kurczy o 19.31 pociąg z dworca zachodniego więc trzeba dojechać przechodzimy obok komory celnej pani ze służby celnej chce sprawdzić bagaż Jarka błagalnym tonem mówię, że za 3 minuty mamy autobus przechodzimy koło taksówek autobusem możemy nie zdążyć taksówka kierowca chyba wiezie nas na około ale wariat dojeżdżamy 19.20 pociąg 5 godzin jazdy prawie połowa naszego lotu do Wrocławia 

Tak kończy się już druga wyprawa misyjna do Ekwadoru chciałem bardzo serdecznie podziękować wszystkim którzy śledząc wspierali duchowo, modlitewnie nasz pobyt gdyby ktoś miał takie pragnienie serca i chciał wesprzeć siostry Cristo Misionero Orante w Ekwadorze ich wielkie dzieło edukacji i ochrony ponad 300 ekwadorskich dzieci (siostry nie otrzymują od państwa żadnych pieniędzy) na dole podaje numer konta Katolickiego Stowarzyszenia Charytatywno Misyjnego im. Sary G. Ściepuro którego jestem duszpasterzem i mogę zapewnić że środki wpłacane w całości przeznaczone są na siostry w Ekwadorze 

Katolickie Stowarzyszenie Charytatywno-Misyjne im. Sary Gabrieli Ściepuro 

69 1090 2503 0000 0001 1773 8772

Santander o/Wrocław

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.